O. Marciano Morra, OFMCap
 

1.    Miłość - fundament dziedzictwa Ojca Pio
    
    Gdy mówi się o miłości, myśl od razu biegnie do inicjatyw, które należy podjąć, do specyficznych działań, którym trzeba stawić czoła, natomiast istota tej cnoty polega na tym, aby pozwolić się dotknąć i nawrócić Słowu Bożemu i Bożemu planowi miłości w stosunku do wszystkich ludzi.    
    Przed próbą sformułowania możliwych definicji miłości, trzeba zrozumieć, że jest ona darem w całym tego słowa znaczeniu, że jej wielkość zależy od jej początku i jej końca: Bóg Stwórca i człowiek Jego stworzenie.
    Miłość to przede wszystkim mieć świadomość, że jest się kochanym przez Boga i czuć się odpowiedzialnym za miłość do drugiego, aż do bycia konkretnym znakiem miłości Boga względem wszystkich ludzi.
    Wielkość miłości ma fundament w swoim początku (Bogu) i w swoim celu (człowieku). Dzieła solidarności są tego manifestacją; w Piśmie św., znajdujemy wyrażenia bardzo jasne i nadzwyczajnej mocy: "miłość jest z Boga" (1J 4,7), a Duch Święty daje w niej udział człowiekowi: ”rozlewa ją w naszych sercach" (Rz 5,5).
    I dalej: "Jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (...) Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała” (1J 4,11-12). Jan Ewangelista wskazuje więc obszar, w którym powinien poruszać się każdy człowiek zjednoczony przez łaskę z Bogiem.  
    Dla zobrazowania (tej myśli) przedstawmy dwa przykłady, jeden Pawła apostoła, drugi Ojca Pio, w których możemy zaobserwować, że to co powiedział św. Jan Ewangelista, również dla nich było programem życia.
    "W sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwom, [odłączonym] od Chrystusa dla [zbawienia] braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami" (Rz 9,2-3).
    Do tej myśli Pawła apostoła nawiązuje Ojciec Pio: "A za moich braci? ile razy, by nie powiedzieć zawsze, przypada mi w udziale wołać do Boga sędziego wraz z Mojżeszem: albo przebacz temu ludowi, albo wymaż mnie z księgi życia" (Epist., I, str. 1248).
    Św. Jan, we wspomnianym liście, dodaje: "kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim" (1J 4,16); "Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego" (1J 4,21).
    Każdy człowiek jest członkiem Chrystusa, ciałem ludzkości przez Niego odkupionym, co dokonało się przez Jego wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie. W konsekwencji przez chrzest każdy człowiek jest związany z Chrystusem jak latorośl z krzewem winnym (J 15,1-6); złączony z Chrystusem, Synem Bożym z natury, człowiek przez łaskę stał się synem Bożym. W Chrystusie wszyscy ochrzczeni tworzą jedno ciało: "Wy jesteście ciałem Chrystusa i jego członkami" (1Kor 12,27).
    Na mocy zasady o ciele mistycznym Chrystus może powiedzieć: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40).
    Miłość Boga i miłość bliźniego tworzą nierozerwalną jedność, aż do tego stopnia, że Chrystus jest obecny tak w świętych jak i w grzesznikach. Nie jakoby Jezus był narkomanem, bezdomnym nędzarzem czy trędowatym, ale mimo iż potępia grzech, który rodzi takie sytuacje, to jednak jednoczy się z grzesznikiem, aż do wzięcia na siebie jego grzechów i znoszenia ich konsekwencji.
    Ojciec Pio w liście do ojca Benedykta z 26 marca 1914 roku, pisze: "W głębi duszy, wydaje mi się, że Bóg dał wam wiele łask, dzięki którym macie współczucie dla słabości innych, w szczególności zaś dla biednych ubogich. Wielkie współczucie jakie czuje dusza na widok ubogiego, sprawia, że rodzi się w niej ogromne pragnienie wsparcia go i gdybym patrzył na moją wolę to owo współczucie popchnęłoby mnie, aż do zdjęcia z siebie okrycia, aby go ubrać.
    Jeżeli wiem, że osoba ta jest przygnębiona, tak na duszy jak i na ciele, czegóż bym nie zrobił, aby ujrzeć ją wolną od tego zła? Aby zobaczyć ją wolną, chętnie przyjąłbym na siebie, wszystkie jej udręczenia, odstępując jej również owoce tego cierpienia, gdyby tylko Pan pozwolił mi na to.
    Widzę dobrze, że jest to szczególna łaska Boża, jakkolwiek dzięki Bożemu miłosierdziu nigdy nie pozostawiałem potrzebujących bez pomocy, to jednak w przeszłości miałem względem nich nędzy mało litości lub nawet żadnej". (Epist., I, str. 462-464).
    W liście z 16 lutego i 20 maja 1915 roku znajdujemy kilka powodów jego poświęcenia, szczególnie względem kapucynów z prowincji Foggia jak i ojczyzny, która przechodzi smutne doświadczenie wojny: "Nie ma potrzeby, abyście prosili mnie o modlitwę w intencji potrzebujących z naszej matki prowincji, wie Bóg, ile razy na dzień przypominam Mu o niej. Z pełną dyskrecją chcę przedłożyć wam, mój ojcze, że oddałem się dobremu Bogu jako ofiara, aby wyprosić dobra duchowe dla tej naszej najukochańszej matki, z którą czuję się związany nierozerwalnymi więzami.
    Tę ofiarę często odnawiam przed Panem i dzięki hojności Ojca Niebieskiego po części ją przyjmuje (...) ponieważ ofiara ta została uczyniona usque ad affusionem sanguinis" (Epist., I, str. 532).
    W liście z maja napotykamy na tę samą szlachetność duszy, która cierpi i ofiaruje się za zbawienie braci: "Okropności wojny, mój ojcze, trzymają mnie nieustannie w śmiertelnej agonii. Chciałbym umrzeć, aby nie widzieć tyle krwi; jeżeli dobry Bóg ze swego miłosierdzia zechciałby, użyczyć mi tej łaski, jakże bardzo byłbym Mu wdzięczny!" (Epistolario, I, str. 580).
    Miłość względem Boga i braci zmusza go do pewnej weryfikacji, czując się odpowiedzialnym za zło srożące się w świecie: "Widzę, że jestem bez miłości braterskiej... z powodu jej braku ciągle umieram ze wstydu i boleści" (Epist., I, str. 651).
    W praktykowaniu miłości zauważamy dokładną hierarchię wartości i wydaje się, że Ojciec ujawnia pewne złe samopoczucie wobec próśb niewiele znaczących lub wyłącznie materialnych: "Nie mam wolnej minuty: cały czas poświęcam na uwalnianie braci z więzów szatana. I za to niech Bóg będzie błogosławiony. Proszę was przeto, nie dręczcie mnie więcej razem z innymi odwołując się do miłości, ponieważ większą jest miłością, wyrywać szatanowi dusze, które skrępował, aby zdobyć je dla Chrystusa. I to właśnie czynie nieustannie, w dzień i w nocy" (Epist., I, str. 1145-46).     
    Miłość do Boga jest również tym, co każe mu troszczyć się o braci, rzeczywiście prosi ojca prowincjała o okolicznościowe pozwolenia na używanie pieniędzy ofiarowanych przez dobrodziei lub o możliwość zwrócenia się do nich "na chwałę Bożą i dla ulgi bliźniemu".
    Po stwierdzeniu jednak swojej niemocy w doprowadzeniu wszystkich do zjednoczenia z Bogiem i zachowania braci od kary, został opanowany przez cierpienie, które go trapiło, torturowało, męczyło, niszczyło umysł i rozszarpywało serce (cfr. Epist., I, str. 1181).
    On (o. Pio), jak zauważa św. Paweł, żyje między dwoma ogniami, których źródłem - w obydwu przypadkach - jest miłość: "Dwie siły, które wydają się ekstremalnie przeciwne, pragnienie życia dla dobra braci pielgrzymujących i pragnienie śmierci, aby połączyć się z Oblubieńcem, w tych ostatnich czasach ciągle rosną w moim wnętrzu?. Rozrywają mi duszę i pozbawiają pokoju, choć nie w głębi duszy, którego dotykają, powiedzmy, wyłącznie od zewnątrz" (Epist., I, str. 1181).
    Te wewnętrzne utrapienia można wyczuć w Listach, gdzie znajdujemy obydwie idee nośne całej duchowej drogi o. Pio: "miłość i cierpienie". Motywacje, które są przyczyną cierpienia i dają słodycz; jednocześnie są fundamentem "ulgi dla ciała" i "ulgi dla ducha", w których możemy dostrzec Dom Ulgi w Cierpieniu oraz Grupy Modlitwy.
   
2.    Dom Ulgi w Cierpieniu

Zakochane serce Boga nie może pozostać obojętne na cierpienie ludzi.
W lipcu 1916 roku o. Pio po raz pierwszy przybywa do San Giovanni Rotondo, rejon ten pod względem społeczno-sanitarnym, nie wiele różni się od innych w Italii, zwłaszcza południowej.
Chorzy z Gargano, którzy szczególnie potrzebowali opieki szpitalnej byli zmuszeni udawać się do Foggi, Bari lub Neapolu; biorąc pod uwagę brak dróg i środków lokomocji podróże te nie zawsze były wygodne i owocne.   
Lekarze rejonowi służyli bardziej z obowiązku i instynktu lekarskiego, aniżeli stosując odpowiednie leki czy profesjonalny sprzęt medyczny. Czasem dokonywali operacji, nawet bardzo szczególnych, w miejscu zamieszkania mimo niewygody i niebezpieczeństwa dla pacjentów; jako przykład możemy podać operację przepukliny samego o. Pio w małej celi o niewielu metrach kwadratowych w klasztorze w San Giovanni Rotondo.
Na bazie tej rzeczywistości narodził się w sercu o. Pio projekt, aby rozbić tę samotność i dać nadzieję tym mieszkańcom, którzy czuli się zapomniani przez wszystkich.  
Rozpoczął on prace z konkretnymi już planami w roku 1922.
W centrum miasta był niezamieszkały monaster klarysek. Z pomocą niektórych lekarzy i dzięki zaangażowaniu poszczególnych robotników został przerobiony na szpital. Niewielka rzecz, ale konieczna i funkcjonalna: dwa rzędy łóżek z około dwudziestoma miejscami oraz sala operacyjna. Nazwano go: Szpital św. Franciszka. Inauguracja miała miejsce w styczniu 1925 r.
Niektórzy lekarze z miasteczka przychodzili czasem pomagać, inni okresowo dojeżdżali z okolic. Ten projekt Ojca służył tylko 13 lat: ludzie nie umieli pokierować nim dłużej. Malutki szpital przestał prowadzić działalność i został zamknięty a w 1930 trzęsienie ziemi dopełniło dzieła powalając część budynku, która była już pusta.
Pozostała jedynie płyta pamiątkowa, wmurowana w przedsionku, która przypominała, że było to dzieło o. Pio i że zostało zrealizowane dzięki ofiarom wiernych i współpracy Kongregacji Miłości. Później przestała istnieć również sama tablica, inicjatywa o. Pio nie udała się.
Czy to koniec wszystkiego? Nie! Ojciec Pio na sobie samym doświadczył choroby i nie mógł pogodzić się z porażką swojego projektu i cierpieniem braci. Od dziecka a szczególnie od czasów studenckich i pierwszych lat kapłaństwa doświadczył długich i tajemniczych chorób.   
Gdy został powołany do służby wojskowej poznał od podszewki życie w szpitalach, mentalność lekarzy i sposób w jaki byli traktowani chorzy. Z listów, które pisał ze szpitala wojskowego z Neapolu dowiadujemy się, że lekarze stawiali diagnozę bez popatrzenia przynajmniej na twarz chorego, bez dania mu przynajmniej okazji przedstawienia swoich dolegliwości.
Było to smutne doświadczenie, które przyczyniło się do tego, że Ojciec nie pozostał obojętny na ludzkie cierpienie.
Szpital św. Franciszka był jakby początkowym szkicem, wielkiego projektu, który miał wyjść naprzeciw potrzebom i cierpieniu, które stukały do drzwi konwentu, aby za nimi znaleźć ulgę i pocieszenie w słowach i modlitwie o. Pio.
W końcu, wieczorem 9 stycznia 1940 roku w celi Ojca rodził się Dom Ulgi w Cierpieniu i idea ta od razu została wprowadzona w życie.
Członkami komitetu powstałego jeszcze tego samego dnia "dla celów fundacji kliniki według intencji o. Pio" - czytamy w protokole – są: o. Pio z Pietrelciny, fundator dzieła; doktor Mario Sanvico, sekretarz; doktor Carlo Kiswardaj, skarbnik; doktor Guglielmo Sanguinetti, technik medyczny; pani Ida Seitz, dyrektor organizacji wewnętrznej; i "zaleca się, aby wszystko co będzie do zrobienia było realizowane po zasięgnięciu opinii Ojca".
Ojciec Pio zaczął szperać w kieszeni swojego habitu, wyciągając z niej niewielką złotą monetę, która została mu ofiarowana na rzecz podjętych dzieł miłosierdzia, oddając ją powiedział: "Chciałbym dać wam pierwszą moją ofiarę na Dom Ulgi w Cierpieniu".
Od tego momentu zaczęły napływać ofiary: wiele ofiar, małe i duże, taki był początek "wielkiego ziemskiego dzieła człowieka przynaglanego przez ogromne pragnienie niesienia pomocy braciom cierpiącym" (Alessandro da Ripabottoni, P. Pio da Pietrelcina – Il cireneo di tutti, str. 173).   
Ta złota moneta była w rękach o. Pio jak chleb i ryby w rękach Jezusa.
Ze wszystkich stron świata napływały dolary, szterlingi, franki, marki, monety. Był to wyścig, bogatych i biednych, Włochów i cudzoziemców, wszyscy złączyli się, aby zakwitło drzewo miłości. Poza tym, pewna angielska dziennikarka, Barbara Ward Jackson zdobyła od UNRRA pomoc w formie 400 mln lirów, aby przypomnieć pamięć Fiorello La Guardia, pochodzenia Apulijczyka ex burmistrza Nowego Jorku.
Darowizna zanim dotarła do adresata musiała przejść długą procedurę urzędową i nieprzychylność ze strony władz państwowych. W konsekwencji do San Giovanni Rotondo dotarło jedynie 250 mln; resztę skonfiskował rząd.
Taką postawę, o. Pio uznał za niewłaściwą, aby nie nazwać jej zwykłym złodziejstwem. Odnośnie hojnych ofiar, które napłynęły na realizację jego projektu miłości z okazji dziesięciolecia Domu Ulgi, 5 maja 1966 roku o. Pio przypomni: "Wracając do skromnych początków i myśląc jak wszystko zrodziło się z niczego, należy uznać to za cud wiary i miłości" i podziękuje swoim dzieciom z całego świata «narzędziom w rękach Boga do wzniesienia tego Domu» za hojność, za poniesione ofiary, za okazane zainteresowanie i starania» (La Casa 17 (1966) 10-11, str. 3).
Budowa kliniki od samego początku była widziana jako wielkie dzieło socjalne. Z przedstawionych projektów został wybrany Abruza, Angelo Lupi budowniczego nie dyplomowanego. Zaangażował on wszystkich ludzi, którzy mu służyli, organizując ich po wojskowemu; kto nie umiał pracować, uczył się.
Wapno przywożono bezpośrednio z gór. Marmur przygotowywano w podziemiach budynku: marmur sztuczny, którego wygląd mógł oszukać oko. Była również stolarnia, warsztat samochodowy, maszyna do kruszenia kamieni, wszystko co było potrzebne do zaplecza technicznego.
Cała ta inwestycja angażowała wielu ludzi. Całe miasteczko, można powiedzieć, w taki czy inny sposób kręciło się wokół dzieła o. Pio, które domyślnie podejmowało zadania społeczne wielkiej wagi.
Wykonywana praca dawała nie tylko sprawiedliwą zapłatę, ale pod okiem Lupi i jego współpracowników profesjonalność i specjalizacja techniczna były zaangażowane w rozwój całego regionu. Dziennikarz Carlo Trabucco twierdził, że dzieło o. Pio zrealizowało o wiele więcej aniżeli Bank "Kasa Południa" i to bez opóźnień.
Uwaga o. Pio była zwrócona również na formację moralną i duchową personelu medycznego oraz para medycznego, bez której «nasza klinika niczym nie różniłaby się od innych i od strony moralnej byłaby to porażką».      
W dzień, pierwszej rocznicy inauguracji (5 maja 1957) o. Pio powiedział m.in.: "Gdyby to dzieło niosło ulgę wyłącznie dla ciała, byłoby utworzeniem wzorcowej kliniki, wybudowanej dzięki środkom waszej nadzwyczaj hojnej miłości. Ono tymczasem, czyniąc miłość człowiekowi, ma swoje źródło w miłości Boga.
Cierpiący powinien przeżywać w nim (tym dziele) miłość Boga przez mądre przyjęcie swoich cierpień, swojego przeznaczenia dla Niego.
W dziele tym miłość do Boga w duchu chorego powinna się umacniać, poprzez miłość do Jezusa ukrzyżowanego, która ma emanować od asystujących niemoc jego ciała i ducha. Tutaj pacjenci, lekarze, kapłani, będą bazą miłości, której tym więcej będzie w jednym i więcej będzie się dzielił nią z innymi".
Poza tym precyzuje i poszerza horyzonty programu, który jego dzieło będzie miało do zrealizowania w przyszłości:
A oto co jest do zrobienia: dzieło ciągle poleca się waszej hojności, aby mogło stać się miastem-szpitalem technicznie odpowiadającym nawet największym potrzebom klinicznym.
Dom powinien powiększyć liczbę oddziałów i potroić ilość łóżek. Do niego powinny dołączyć się dwa domy, jeden dla mężczyzn, drugi dla kobiet, gdzie umęczony duch i ciało przyjdą do Pana i znajdą u Niego pokrzepienie.
Ośrodek studiów międzynarodowych, z którym powinni współpracować lekarze w celu doskonalenia swojego profesjonalizmu zawodowego i kultury chrześcijańskiej.
Musimy uczynić kompletną formację tego dzieła, aby mogło stać się świątynią modlitwy i nauki, gdzie rodzaj ludzki będzie się odnawiał w Jezusie Ukrzyżowanym jako jedna owczarnia pod przewodnictwem jednego pasterza (w: I Quaderni, nr 6, maggi 1996, str. 17).
Dom Ulgi w Cierpieniu był rzeczywistością działającą i przyjmującą, ale już małą i niewystarczającą. Ojciec cierpiał kiedy lekarze informowali go, że nie mogą przyjmować chorych z powodu braku łóżek i z siłą mówił: "Umieśćcie więcej łóżek, poświęćcie biura, bibliotekę, ale nie mówcie chorym nie".
W czasie przedstawiania jeszcze innych problemów, o. Pio oznajmiał zdecydowanie: "Chorym nie odmawia się nigdy niczego, nie można przed nimi zamykać drzwi». Pewnemu lekarzowi mówił: «Co powiesz św. Piotrowi? Mam dyplom lekarza, ale zamknąłem drzwi szpitala przed chorymi?".   
Na pytanie co robić, miał gotową i konkretną odpowiedź: "Wybudujmy większy szpital".
5 maja 1958 w studiu kapelana kliniki “wybuchła mina”, znak początku nowych prac. Prace te zostały ukończone 1966, zdolność przyjęcia Domu Ulgi przechodzi z 300 początkowych miejsc do 600 miejsc (łóżek).
Od pierwszych chwil wcielania w życie dzieła o. Pio, myślano o zabezpieczeniu przez fundusz nie tylko jego potrzeb, fundusz «Mario Gambini», ale również przez grunty w celu utworzenia zaplecza dla potrzeb alimentacji. Hojni dobrodzieje ofiarowali o. Pio całe własności: gaj oliwny Calderoso u stup Gargano, pola Posta la Via, naprzeciw lotniska wojskowego w Amendola, ziemie Castelluccio dei Sauri. Do tego dołączono: gospodarstwo rolne Mattioli w Perugia i gospodarstwo De Marinis Del Sardo na ziemiach San Severo.
Posiadłości te powoli rozwijały się, aby dać możliwie największą pomoc w zaopatrzeniu w żywność: mięso, mleko, sery, zboże, paszę, olej, jogurt, drink, soki owocowe itd.
Jak widać o. Pio pomyślał o wszystkim.       
Dzieło o. Pio ciągle się rozwijało począwszy od 9 stycznia 1940, kiedy to Ojciec przekazał jako pierwszą ofiarę, złotą monetę, swoim najbliższym współpracownikom.
Ale od samego początku wielkiej budowli nie brakowało również i krytyki ponieważ wydawało się niemożliwym wzniesienie tak wielkiego szpitala na skalistej górze i z dala od wielkich szlaków komunikacji.  
"Wariaci megalomanii" tak nazywano pomysłodawców i pomocników; określano ich również mianem "fanatyków" ponieważ chcieli kierować się wskazaniami o. Pio. Jednak rozwój dzieła trwa po dzień dzisiejszy, kolejna wielka budowla powstaje przy szpitalu: “Dom Ojca Pio – rezydencja dla starszych”, który może pomieścić około 200 gości "...gdzie duch i ciało, utrudzeni i zmęczeni, przychodzą do Pana i radują się pokrzepieniem od Niego" (Padre Pio, 5 maja, 1957).
Sen o. Pio stał się cudowną rzeczywistością: obecnie dzieło liczy 40 sióstr, około 300 lekarzy i ponad 2000 pracowników.

3. Grupy Modlitwy

Założenia i znaczenie


    Papież Pius XII już od pierwszych lat pontyfikatu zachęcał wiernych do modlitwy wspólnej zgodnie z wezwaniem Jezusa: "Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam ja jestem pośród nich" (Mt 18,20).
    Kiedy później pojawiła się na horyzoncie druga wojna światowa, chcąc wyeliminować podział i nienawiść jakie miała ona przynieść, papież wołał: "Potrzebujemy silnych i zwartych oddziałów ludzi dorosłych i młodych, którzy zachowując mocną więź z Chrystusem będą przyjmowali Chleb Życia i swoim przykładem pociągną innych do naśladowania" (luty 1942).
    O. Pio nie mógł pozostać obojętnym na to wezwanie papieża i tak rzekł do dra Sanguinetti, który czytał mu te słowa przytoczone przez l'Osservatore Romano: "Weźmy się do dzieła. Zakasajmy rękawy. Jako pierwsi odpowiedzmy na ten apel rzucony przez biskupa Rzymu" (La Casa Sollievo, 22, 1971, 2, str. 19).
    Ludziom uzbrojonym do bratobójczej wojny O. Pio przeciwstawił broń modlitwy: "Modlitwa jest najlepszą bronią, jaką posiadamy, jest kluczem, który otwiera Boże Serce" (La Casa Sollievo, 22, 1971, 2, str. 19).
    Patrząc obecnie na codzienną rzeczywistość możemy bez obawy powiedzieć, że także dzisiaj O. Pio jeszcze raz by powiedział: "Ogień ogarnia świat!".
    Egoizm, pycha i nienawiść są przyczyną  katastrofy: dostrzegamy to, gdy patrzymy wewnątrz i naokoło siebie. Kiedy z głębokim oburzeniem i smutkiem musimy stwierdzić, że dotknęliśmy dna, zaraz jesteśmy świadkami jak kolejne skandale i mrożące w żyłach sceny śmierci pokazują nam, iż przepaść zła nigdy się nie kończy.
    Wystarczy tylko wspomnieć wielkie i bolesne nieszczęścia, które gnębią nasze życie społeczne: aborcja, rozwody, rozpad rodziny, przestępczość nieletnich, mafia, różne formy złodziejstwa jak lenistwo w pracy czy łapówki. Roi się od niezliczonych wprost sekt religijnych, które zadają wiele ran Kościołowi, deformują umysły i sumienia wiernych!
    "Ogień ogarnia świat!"
    Pewnego wieczoru jeden ze współbraci zapytał O. Pio dlaczego nie poszedł spać, czy czasem jakaś myśl nie zaprzątała mu głowy. O. Pio odpowiedział: "Oj, myśli, myśli. Nieszczęścia ludzkości, to są moje myśli".
    Poprzez swoje cierpienia O. Pio także widzialnie uczestniczył w tragediach ludzkości. Z tego właśnie powodu uczynił swoje życie nieustanną i niezmordowaną modlitwą, a także zachęcał innych, aby się modlili.
    Tak właśnie narodziły się Grupy Modlitwy. Wynikały one z diagnozy czasów, w których żył: "Zbierajmy się okresowo na wspólną modlitwę. Dzisiejsze społeczeństwo nie modli się i dlatego idzie w rozsypkę".
    Dnia 5 maja 1966 r. O. Pio odprawiał Mszę św. jak zwykle o czwartej rano, w obecności wielkiej rzeczy wiernych przybyłych z całych Włoch, a także z zagranicy. Pośród nich były setki Grup Modlitwy.
    Przy tej okazji O. Pio wypowiedział kilka słów, które są programem życia dla tych grup: "Moją pamięć i ojcowskie słowo kieruję do całego świata, w szczególności do Grup Modlitwy, rozsianych po całym świecie. Są obecne także tutaj na II Międzynarodowym Kongresie, z okazji 10-lecia istnienia Domu Ulgi w Cierpieniu.
    One to właśnie, wpisane w rzeczywistość Domu Ulgi, są wysuniętymi pozycjami tej Twierdzy miłości, środowiskami wiary, ogniskami miłości, w których sam Chrystus jest obecny ilekroć gromadzą się razem na modlitwę i na Eucharystyczną Agapę pod kierunkiem ich pasterzy i duchowych kierowników"
    Z tego, co mówi O. Pio, w oczywisty sposób wynika, że dogłębną motywacją tych, co chcą uczestniczyć w Grupach Modlitwy, jest pragnienie spotkania opartego na wierze, nadziei i miłości oraz dążenie do budowania jedności Mistycznego Ciała Chrystusa.
    W przemówieniu Ojca Pio możemy dostrzec rysy pierwszych trzech grup modlitwy w historii chrześcijaństwa: pierwszą stanowili Jezus i Apostołowie, drugą Matka Boża i Apostołowie zebrani w wieczerniku, trzecią Apostołowie i pierwsze wspólnoty w Jerozolimie.

1° model Grupy Modlitwy - Jezus i Apostołowie

    Tym, co zawsze charakteryzowało Ojca Pio była jego postawa zakonnika, zawsze zatopionego w nieprzerwanej rozmowie z Bogiem, na wzór prawdziwego człowieka modlitwy - Jezusa Chrystusa.
    O Ojcu Pio można powiedzieć to, co powiedział Tomasz z Celano o serafickim Ojcu Franciszku: "Był jakby mieszkańcem nieba (...), nie tyle człowiekiem, który się modli, co raczej samą modlitwą" (Życiorys II, nr 95).
    Czym więc jest modlitwa?
    Kiedy słuchamy i rozmawiamy z Bogiem, jak syn szczerze rozmawia ze swoim ojcem czy ze swoją mamą, wtedy możemy mówić o modlitwie. Ewangelista Mateusz mówi: "Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomóstwo będą wysłuchani" (Mt 6,7).
    Modlimy się wszyscy i przy każdej okazji! Kiedy mamy być pytani w szkole, przed egzaminem, gdy szukamy pracy, kiedy czekamy na wynik lekarskiego badania, kiedy startuje samolot, kiedy nie mamy pieniędzy, gdy w tłumi zgubiło się nasze dziecko... W każdej potrzebie uciekamy się do Boga, ale później często żyjemy tak, jakby Boga nie było.
    Wszyscy modlimy się, gdy jesteśmy zrozpaczeni. Ale jeżeli chcemy zdobyć ducha modlitwy i żyć w przyjaźni z Bogiem, musimy się do Niego zwrócić, stanąć przy Nim, pozwolić by nas przemieniał, a wtedy także Duch Święty przyjdzie nam z pomocą: "Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami" (Rz 8,26).
    W  jaki sposób modli∏ si´ Jezus?
    ZaznaczyliÊmy ju½, ˝e pierwszà Grup´ Modlitwy stanowili Jezus i Jego Aposto∏owie, tak wi´c mo˝emy wziàç jako przyk∏ad samego Jezusa, który w ciàgu swojego ½ycia uczy∏ innych modliç si´ nie za pomocà teoretycznych wyk∏adów, ale w∏asnym przyk∏adem. Jego ˝ycie wewn´trzne bylo modlitwà.
    Ewangelie przedstawiajà ró½ne sytuacje z publicznej dzia∏alnoÊci Jezusa, w których modli∏ si´, poczàwszy od chrztu w Jordanie, a½ do Êmierci na krzy½u. Aposto∏owie stopniowo odkrywali prawdziwà to½samoÊç Jezusa; rzeczywiÊcie, kiedy budzili si´ rankiem, Jezus ju½ si´ modli∏: Nad ranem, gdy jeszcze by∏o ciemno, wsta∏, wyszed∏ i uda∏ si´ na miejsce pustynne, i tam sie modli∏. Pospieszy∏ tam Szymon z towarzyszami… (Mk 1, 35-36).
    Sposób ˝ycia Jezusa nie móg∏ pozostawiç uczniów w postawie oboj´tnej, skoro poprosili Go o to, by ich nauczy∏ si´ modliç: Gdy Jezus przebywal w jakimÊ miejscu na modlitwie i skoƒczy∏ jà, rzek∏ jeden z uczniów do Niego “Panie, naucz nas si´ modliç”… (¸k 11, 1). Czy to wi´c nie sama postawa modlàcego si´ Mistrza nie sprawia w uczniu Chrystusa pragnienia modlitwy?
    DoÊwiadczenie uczniów Chrystusa stalo si´ równie½ udzia∏em braci, którzy widzieli ojca Pio modlàcego si´ w nocy, gdy½ wstawa∏, gdy jeszcze by∏o ciemno; obecnie jego duchowe dzieci s∏uchajàc jego zach´t i naÊladujàc jego sposób ½ycia cz∏owieka modlitwy, tak indywidualnie jak i we wspólnocie zanoszà do Boga modlitw´ proÊby i uwielbienia.
    Ojciec Pio, ktory w czasie swojego ˝ycia kontemplowa∏ Chrystusa, naÊladujàc Jego ca∏opalnà ofiar´ sk∏adanà Bogu i udzia∏ w cierpieniach braci, pomaga nam zrozumieç nastawienie, z jakim modlil sie Jezus, w mi∏osnym przylgni´ciu ludzkiego serca do misterium woli Bo½ej.
    W liÊcie z 7 wrzeÊnia 1915 roku, ojciec Pio nawiàzuje do dwóch fragmentów Pisma Êw., które ukazujà, w jaki sposób Jezus modli∏ si´.
    W LiÊcie do Hebrajczyków czytamy: Z g∏oÊnym wo∏aniem i p∏aczem za dni cia∏a swego zanosi∏ On goràce proÊby i b∏agania do tego, który móg∏ Go wybawiç od Êmierci, i zostal wys∏uchany dzi´ki swej uleg∏oÊci  (Hbr 5, 7). Jezus jest najwy˝szym kap∏anem, dobrym i mi∏osiernym, który solidaryzujàc si´ z  grzesznà ludzkoÊcià z∏o˝y∏ w ofierze Bogu swoje ˝ycie przez straszliwa m´k´ na krzy˝u.
    Dodajmy jeszcze do tego punktu rozwa˝ania o. Pio o modlitwie, która zwyci´˝a Boga.
    “Kto z nas sàdzi∏by, ½e w walce Jakuba z anio∏em i naszej natury, reprezentowanej przez Zbawiciela naszego, z Bogiem, Bóg i anio∏ nie byliby zwyci´zcami? Tymczasem nie; wJakubie cz∏owiek zatriumfowa∏ nad anio∏em; w Chrystusie ca∏a ludzkoÊç pokona∏a  Boga: Virtute sua superavit Deum et potens fuit.  Gdzie le˝y przyczyna tak wielkiego triumfu, ˝e patriarcha Jakub zwyci´˝y∏ anio∏a? Prorok Ozeasz powiedzia∏, ˝e tà przyczynà by∏y pokora, ∏zy i modlitwa: Flevit, et supplex fuit illi  (cfr. Est 8, 3). Âwi´ty Pawe∏ odkry∏ przed nami sekret mocy, dzi´ki której Jezus Chrystus w n´dzy naszego cia∏a pokona∏ Boga w Jego chwale, tzn. uni˝enie, modlitw´, p∏acz i wo∏anie: Z g∏oÊnym wo∏aniem i p∏aczem za dni cia∏a swego zanosi∏ On goràce proÊby i zosta∏ wys∏uchany dzi´ki swej uleg∏oÊci   (Hbr 5,7)  (Listy, II, 482-488).

2° model Grupy Modlitwy - Matka Bo˝a z Aposto∏ami w Wieczerniku

    Przybywszy tam weszli do sali na górze i przbywali w niej: Piotr i Jan, Jakub…Wszyscy oni trwali jednomyÊlnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryjà, Matkà Jezusa, i braçmi Jego.  (Dz 1, 13-14).
    Mo˝emy pojmowaç mocne doÊwiadczenie prze˝yte przez aposto∏ów zjednoczonych z Maryjà na modlitwie w Êwietle tego, co ojciec Pio powiedzia∏ dr Sanguinetti w sprawie Grup Modlitwy, ze muszà byç utworzone w celu wznoszenia przed oblicze Pana modlitw wspólnych, by upraszaç mi∏osierdzie dla ludzkoÊci, która zdaje si´ o Nim zapominaç, jeÊli w jakiejÊ cz´Êci Go nie nienawidzi (funkcja wynagradzajàca modlitwy), czucia poprzez wspólne uczestnicto w NajÊwi´tszej Ofierze cudownych tajemnic mi∏oÊci, które Jezus zlewa na ludzkoÊç przez dar odkupienia, czucia we Mszy Âw. niezmierzonych skarbów mi∏oÊci i cierpienia, które Matka Jezusa ofiarowa∏a Panu dla zbawienia Êwiata; uwielbiania Boga w NajÊwi´tszym Sakramencie, najwi´kszej tajemnicy naszej wiary, najcudowniejszego daru, jaki Bóg uczyni∏ ludziom dla ich zbawienia i podêwigni´cia ich do Siebie, ˝ycia ˝yciem ∏aski, by czuç si´ dzieçmi samego Boga.
    Bez trudu mo˝emy sobie wyobraziç s∏owa umocnienia i pociechy skierowane przez Maryj´ do Piotra i Jana po ich aresztowaniu, oraz trosk´, z jakà opatrywala ich rany odniesione wskutek ch∏osty.
    Mo˝emy równie˝ sàdziç, ˝e w∏aÊnie Maryja by∏a wspó∏pracownicà owych m´˝ów pe∏nych wiary i Ducha Êw.,  (Dz 6, 5), na co wskazuje jej postawa s∏u˝by wobec innych, jak choçby podró˝ przedsi´wzi´ta, by pomagaç El˝biecie.
    W wieczerniku, wpatrzeni w Êwiadectwo ½ycia Maryi, Grupy Modlitwy mogà dostrzec wag´ liturgii, która ma podstaw´ i centrum w Eucharystii   (Comunione e Comunitá, nr 68), ustanowionej przez Jezusa w Wielki Czwartek, w wieczerniku w∏aÊnie.
    Dla ojca Pio nie stanowi∏a watpliwoÊci skutecznoÊç Eucharystii w czynieniu wielkich kroków na drodze doskona∏oÊci, tak wi´c, jak z jednej strony rozumia∏, ½e nie zawsze jest mo˝liwe czy te˝ ∏atwe przyst´powanie do Komunii Êw., tak z drugiej strony nie znosi∏ oboj´tnoÊci czy wàtpienia w jej ½yciodajnoÊç.
    Posiadamy praktyczne wskazówki, dotyczàce uczestnictwa we Mszy Êw., które mówià o potrzebie powÊciàgliwoÊci w zachowaniu si´ w koÊciele: Wejdê do koÊcio∏a w milczeniu i z wielkim szacunkiem, uwa½ajàc si´ za niegodnà stanàç przed majestatem Pana(…) Uczestniczàc we Mszy Êw. i w nabo½eƒstwach z ca∏à powagà siadaj, wstawaj i kl´kaj, podejmujàc wszelkie akty pobo½noÊci z wielkà czcià. Bàdê skromna w spojrzeniach, nie odwracaj si´, by zobaczyç, kto wchodzi, a kto wychodzi (…)

Jednym słowem, przyjmij taką postawę, która wszystkich innych zbuduje i zachęci do chwalenia i kochania Ojca Niebieskiego (Epistolario, III, 87).
    Na podstawie tych obserwacji, ale szczególnie opierając się na wskazówkach Ojca Pio do swoich duchowych córek, możemy zrozumieć czym Grupy Modlitwy, z jedności z proboszczem, mogą być w Kościele.
    Jest wskazane, aby Grupy, w duchu służby, zwróciły szczególną uwagę na to wszystko, co służy pięknu i oprawie nabożeństw liturgicznych, jak np. ubieranie ołtarza kwiatami, dbanie o czystość obrusów i szat liturgicznych, przygotowywanie i prowadzenie śpiewu, czytań i nabożeństw, sprzątanie kościoła.

3° model Grup Modlitwy - Modlitwa i życie pierwotnego Kościoła

    Dla duchowych dzieci Ojca Pio modelem najważniejszym jest wzór pierwszych wspólnot chrześcijańskich, który starały się żyć w głębokiej jedności: "Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia" (Dz 2,46-47).
    Pierwsze wspólnoty chrześcijańskie są wzorem dla nas także dlatego, że pokazują nam jak zdołały pokonać trudności, które się pojawiły, jak np. podziały wewnątrz wspólnoty w Koryncie czy u Tesaloniczan, albo napięcie między Pawłem i Barnabą.
    Znakiem czasu jest fakt otwarcia się wspólnot parafialnych na nowe formy uczestnictwa w życiu Kościoła, stąd ci, którzy tworzą te wspólnoty, a szczególnie duchowe dzieci Ojca Pio, powinni czuć, że należą do Ludu Bożego i powinni być świadomi, że ich zadaniem jest służba wspólnocie charyzmatami, które każdy otrzymał.
    Pragnąc, aby owa zasada pozostała w mocy, Ojciec Pio chce, żeby każda Grupa Modlitwy była prowadzona przez kapłana. Tak mówił do dra Sanguinetti: "To absolutnie konieczne, aby kapłan prowadził i przewodził Grupom Modlitwy, ponieważ chcemy, aby grupy te wiernie dokładnie przestrzegały zasad, praw i norm Świętego Kościoła Katolickiego, któremu winniśmy jak najgłębsze i jak najwierniejsze posłuszeństwo. Rozumiemy przez to, że należy unikać jakichkolwiek możliwych osobistych inicjatyw, nawet jeżeli podejmowanych z gorliwości i w dobrej wierze, które mogłyby zniekształcić cele Grup Modlitwy".
    Ponadto wychodząc od ewangelicznego stwierdzenia, że gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w imię Chrystusa, tam On jest między nimi, już sama grupa staje się darem Ducha Świętego i stąd nie może zamknąć się sama w sobie, ale musi otworzyć się na wszystkich ludzi, także na tych, którzy odeszli od wiary, do Kościoła, albo są wręcz wrogo nastawieni do niego.
    Postawa taka jest kontynuacją kapłańskiej misji Ojca Pio, który na różne sposoby, czasami niezrozumiałe, otwierał swoje ramiona, aby przyjąć każdego człowieka poszukującego Boga.
    W notatkach, które Ojciec Pio dyktował dr Sanguinetti czytamy, że Grupy Modlitwy tworzą wierni, którzy gromadzą się razem, aby "przede wszystkim się modlić i zachęcać swoich przyjaciół i znajomych do modltwy".
    Ojciec Pio mówi o przyjaciołach i znajomych nie robiąc żadnych wyjątków i dlatego osoby z Grup Modlitwy nie mogą nie zwrócić uwagi na tych, którzy nie odrzucili wiary w Chrystusa, ale de facto żyją na obrzeżach wspólnoty kościelnej, nie uczestnicząc w Eucharystii, słuchania Słowa czy w różnych formach katechezy.
    Troską należy objąć także tych, którzy ze względu na swoje moralne wybory i postawy oddalili się od miłości braterskiej i od miłości Boga. Mamy tu na myśli ludzi rozwiedzionych, więźniów, aresztowanych, osoby uwikłane w mafię ...
    Wszyscy w Grupach Modlitwy mogą doświadczyć ciepła bratniej miłości, która jest manifestacją miłości Bożej. Jeżeli jakaś grupa modlitwy chcę żyć duchowością Ojca Pio, to musi nauczyć się w konkretny sposób wyrażać wiarę i miłość.
    W cytowanym już wyżej przemówieniu z okazji 10-tej rocznicy otwarcia Domu Ulgi w Cierpieniu, Ojciec Pio zwracając się do Grup Modlitwy nazwał je " środowiskami wiary, ogniskami miłości" i dlatego właśnie duchowe dzieci Ojca Pio wyróżniają się spośród innych w ich codziennym życiu poprzez świadectwo wiary oraz czynną miłość.
    Każda grupa, opierając się na Słowie Boży oraz na refleksjach Ojca Pio, powinna w konkretny sposób stać się miejscem gdzie realizują się słowa św. Pawła: "Gdy jeden członek cierpi, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki" (1Kor 12,26).
    Ojciec Pio udziela Grupom Modlitwy konkretnych wskazówek zachęcając także do wyrzeczeń z miłości do braci: "Skrócić czas wypoczynku, zrezygnować z jakiejś wygody, przyjemności czy z jednej z tych zbędnych rzeczy, które tyle dla nas znaczą, ale które są tylko ciężarem dla naszej duszy przed Panem! Nie interpretujcie zbyt lekko słów Jezusa, który mówi: Oddajcie Bogu to, co Boskie, czyniąc z nich wygodne alibi dla nierówności i niesprawiedliwości społecznych. Przede wszystkim zaś nie ulegajcie wygodnej interpretacji  słów 'quod superest date pauperibus' (dajcie ubogim to, co zbywa), ponieważ Bóg nie dał wam miary tego, co zbywa. Pomyślcie raczej, że zbywam wam wszystko to, co wy macie, a czego ubogi nie ma. Zapamiętajcie dobrze słowa: 'Byłem głodny i dałeś mi jeść, byłem spragniony i otworzyłeś mi drzwi i napoiłeś mnie, cierpiałem i wspomogłeś mnie' oraz 'ja sam będę w ubogim i to, co jemu uczynicie, uczynicie mnie!".
    
Kryteria przynależności do Kościoła (eklezjalność grup modlitwy)

Pierwsze kryterium: prymat powołania do świętości.
    Pierwszy etap tej drogi do świętości polega na tym, aby odpowiedzieć Jezusowi, który wzywa: "Chodź za mną". W ten sposób człowiek odchodzi od sytuacji, które trochę albo i całkowicie oddalają go do Boga, i ponownie odkrywa wiarę oraz piękno wspólnej modlitwy z innymi braćmi.
    Aby odnieść się od razu do Ojca Pio, musimy powiedzieć, że kiedy zgadzał się na kierownictwo duchowe jakiejś osoby, cele jaki wyznaczał było osiągnięcie osobistego uświęcenia. Jak można wywnioskować to z jego pism czy też jak pokazuje nam to jego życie dokonywało się to stopniowo.
    W zaproponowanej przez Ojca Pio duchowej drodze możemy wyróżnić trzy etapy, które nie należy jednak postrzegać jako trzy zupełnie odrębne poziomy, ale raczej jako nawzajem uzupełniające się czynności.
    Podział ten bierze pod uwagę to, co psychologia mówi o stanie ducha osoby, która stawia w czymś pierwsze kroki, a mianowicie, że jeżeli nie widzi ona innych celów do osiągnięcia, może się zatrzymać i zrezygnować z dalszej wędrówki.
    Wstęp do trzeciego tomu Listów sugeruje nam jakie są główne idee duchowej drogi:
1. Powszechne powołanie do świętości.
2. Duchowość Męki.
3. Zjednoczenie z Bogiem.
    Myśl Ojca Pio w tej materii spróbujemy zilustrować to na przykładzie jego listów do Erminii Gargani. Jest ona duchową córką, która utrzymuje z Ojcem Pio korespondencję od 6 grudnia 1916 r. do 31 maja 1923 r. Osoba ta, bardzo miła Bogu, doświadczyła w swoim życiu wielu przeciwności, ale odpowiedziała na nie zarówno z wielką pogodą ducha, jak i odkrywając, że cierpienie jest drogą zbliżania się do Boga.
    Fragment, który chcemy zacytować pochodzi z listu, który Ojciec Pio napisał do niej 27 stycznia 1918 r. Z tekstu widać bardzo jasno, że Ojciec Pio nie zwraca się do duszy początkującej na drodze wiary, ale zaawansowanej w dążeniu do świętości.
    Niemniej mówi o codziennej wierności, o powierzeniu się ramionom Boga, o codziennym rozwoju, tak jak dziecko (...), które aby się rozwijać je każdego dnia to, co mu ojciec przygotowuje, ufając że nie zabraknie  mu jedzenia stosownie do apetytu i potrzeb (Epist., III, str. 704).
    Członkowie grupy, na początku swojej duchowej drogi, jak mówi św. Paweł o sobie samym, są jak dzieci i mówią jak dzieci. W konsekwencji więc nie mogą podejmować się czegoś ważnego. Powoli jednak będą podążali tą drogą, którą "pierwsze duchowe dzieci" przeżyją w szkole samego Ojca Pio.
    W tym miejscu możemy przytoczyć doświadczenie Giovanniego Bardazzi, często nazywanego Giovanni z Prato. Otóż ten Giovanni Bardazzi, antyklerykał i zawodowy bluźnierca, na początku swego nawrócenia, skarżył się, że Ojciec Pio nie chciał mu udzielić rozgrzeszenia. Pewnego dnia Ojciec Pio mu powiedział:
- Jak ci mogę dać rozgrzeszenie jeżeli nie chodzisz na Mszę?
- A więc, Ojcze, jeżeli pójdę na Mszę, Ojciec da mi rozgrzeszenie"
- Oczywiście! Możesz być pewien!
Giovanni, po dwóch miesiącach, cały szczęśliwy, wrócił do San Giovanni Rotondo:
- Ojcze, nie opuściłem ani jednej Mszy. Osiem niedziel, osiem Mszy.
- Dobrze. Bardzo się cieszę. A na którą godzinę chodziłeś?
- Ojcze, podjąłem się też wielkiej ofiary ponieważ wstawałem wcześnie i byłem na Mszy rannej o 5-tej.
- Dlaczego? Nie ma Mszy później?
- Pewno, że są. Ale czy mógłbym pójść później na Mszę? I co by ludzie powiedzieli, że wilk się nawrócił i chodzi do Kościoła? Ja też mam trochę miłości własnej, a poza tym to normalne, że człowiek się wstydzi.
- Idź sobie, nie mogę dać ci rozgrzeszenia gdyż wstydzisz się Chrystusa.
    Powoli, raz mocniejszymi raz łagodniejszymi sposobami, Ojciec Pio doprowadził Giovanniego do całkowitej zmiany. Stał się tak bardzo zaufanym duchowym synem, że mógł wchodzić do jego celi i czasami, zastępując jakiegoś brata, trzymał go pod ramię w drodze do kościoła.
    Niezrozumiany i zwalczany przez wielu, zbudował kościół, który dzisiaj służy życiu religijnemu chrześcijanom z okolicy. Pozbył się też owego naturalnego wstydu i odmawiał różaniec między ludźmi.
    Na samym początku Ojciec Pio żąda od swoich duchowych dzieci: zachowania dziesięciu przykazań; życia darem chrztu św. poprzez cnoty wiary, nadziei i miłości; uczestnictwa we Mszy św. i odmawiania różańca podczas miesięcznego spotkania grupy modlitwy; odprawienia raz na miesiąc jednej godziny adoracji Najświętszego Sakramentu; odmawiania codziennie różańca osobiście, a najlepiej w rodzinie; rachunku sumienia mającego na celu uświadomienie sobie zarówno grzechów jak i braku wierności w dobrym; odmawiania niektórych modlitw praktykowanych przez Ojca Pio: do Ducha Świętego, do Maryi, do św. Józefa, do dusz czyśćcowych itd; przeżywania niedzieli i świąt nakazanych poprzez chwile refleksji, uczestnictwo we Mszy św. i radość.
    W liście z 3 czerwca 1917 r. została ukazana apologia powołania do świętości: dla wszystkich i na każdy czas.
    Bóg nakazuje nam kochać Go nie tyle, na ile zasługuje, ponieważ wie ile jesteśmy w stanie zrobić i stąd nie żąda od nas tego, czego nie możemy uczynić, ale chce, abyśmy Go kochali według naszych sił, całą naszą duszą, całym naszym umysłem i całym naszym sercem (Epist., III, str. 919).
    Ojciec Pio wobec cierpienia i oczyszczenia ucieka się do duchowości Męki i mistyki krzyża. W tej dziedzinie Ojciec Pio nie prezentuje nauki, której nauczył się z książek albo z różnych szkół ascezy. Mówi jako ten, który w pierwszej osobie doświadczył tajemnicy ukrzyżowania.
    Z jego listów wynika jasno, że "krzyż", w jakiejkolwiek postaci, będzie biletem wstępu dusz "wybranych" przez Ojca niebieskiego i "umiłowanych" przez Syna ukrzyżowanego.
    Ojciec Pio z naciskiem i pewnością stwierdza, że za przykładem Jezusa Chrystusa "wszyscy Jego naśladowcy muszą iść drogą Kalwarii, niosąc krzyż, aby później umrzeć na nim. Tylko tą drogą można dojść do zbawienia" (Epist., III, str. 243).
    W jedności z Bogiem duchowe dzieci mają obowiązek, aby jeszcze bardziej zjednoczyć się z Jezusem Chrystusem działającym w braciach i w stworzeniu.
    Na tym etapie, w oparciu o Słowo Boże oraz intensywne życie eucharystyczne, członkowie grupy starają się o coraz większe zjednoczenie z Bogiem w duchu adoracji i ofiary z siebie. Należy dążyć do tego, aby stać się "ludźmi modlitwy", na wzór Ojca Pio, który nazywał siebie "prostym bratem, który się modli" i św. Franciszka "człowieka, który stał się modlitwą".
    W społeczeństwie zdominowanym przez przemoc, osobiste interesy, niesprawiedliwość i faryzejski bon ton, ciągle aktualne jest przesłanie Ojca Pio, który zachęca do zjednoczenia z Bogiem, które staje się nieodzownym warunkiem, aby urzeczywistnić pokój wewnętrzny i między ludami.
    Pokój ten jest owocem ciągłego trudu panowania nad sobą i uwolnienia od lęku "zbytniej troski materialnej czy duchowej" oraz niepokoju spowodowanego przez "uzdolnionego artystę ciemności" i przez miłość własną, "która nie opuszcza nas aż do śmierci" (Epist. III, str. 260).
    Ojciec Pio wskazuje również drogę do osiągnięcia bliskości z Bogiem. W liście do Annity Rodote z 12 września 1915 r. zachęca ją, aby oddaliła od siebie wszystkie bezużyteczne myśli, które "zapełniają serce próżnością i zaciemniają umysł".
    Swoim duchowym dzieciom ukazuje najlepszą drogę medytacji i kontemplacji: upodobnienie się do Boga ubogiego; bycie zwiastunami pokoju; napełnienie się prostotą, cichością i pokorą, które niszczą w nas pragnienie wywyższania się, ukazując ewangeliczne "ostatnie miejsce"; bycie światłem w sytuacjach osobistego lub rodzinnego cierpienia, wybierając nieustannie postawę akceptacji i ofiary.

Drugie kryterium urzeczywistnia się w obowiązku wyznawania odpowiedzialnie wiarę katolicką w jedności z Magisterium Kościoła. Nie można jednak żyć wiarą jeśli się jej nie zna. Stąd ważne jest, aby w grupie Słowo Boże było głoszone, przyjęte, studiowane i przeżywane.
    Nie można też pominąć odniesienia do Katechizmu Kościoła Katolickiego mając na uwadze słowa Ojca Pio: "Przez studium szukamy Boga; na modlitwie  znajdujemy Go".
    Musimy teraz spojrzeć na postawę Ojca Pio, aby zobaczyć czego uczy nas odnośnie Pisma świętego.
    Jeśli stwierdzimy, że Ojciec Pio czytał i medytował Pismo święte, to nie powiemy nic nowego. W swoich listach często cytuje Pismo święte i wyciąga z niego konkretne zastosowanie ascetyczne nie przejmując się zbytnio pogłębieniem tematu poprzez studium egzegetyczne. Nie szukał oryginalności w interpretacji i nigdy nie pozwolił sobie na interpretację niezgodną z nauczaniem Kościoła: "Mam na uwadze najlepszą interpretację i osąd Kościoła, w którym pragnę żyć i umrzeć" (Epist., II, str. 340).
    W korespondencji Ojca Pio istnieje wiele fragmentów, które ukazują pragnienie, aby wzbudzić w duszach, przez niego kierowanych, miłość do Pisma Świętego. Komentując tekst z Listu do Kolosan ("Niech Słowo Chrystusa przebywa w was z całym bogactwem"), pisze: "Apostoł najbardziej pragnie, aby prawo Chrystusa, nauka Jezusa była w nas i zamieszkała w nas obficie. Można zaś się to osiągnąć oddając się pilnie lekturze Pisma Świętego i tych książek, które poruszają sprawy Boże, a także słuchając za pośrednictwem świętych mówców, spowiedników itd."
    Ojciec Pio daje pierwszeństwo, pośród książek duchowych, Pismu Świętemu i przedkłada go ponad modlitwę i medytację.
    "Pomagajcie sobie nawzajem czytaniem świętych książek; gorąco pragnę, abyście w każdym czasie czytali takie książki, gdyż są one pożywieniem dla duszy i pomocą w drodze ku świętości, nie mniej niż adoracja czy święta medytacja. W modlitwie bowiem i w medytacji to my mówimy do Pana, podczas gdy w świętej lekturze to Bóg do nas mówi" (Epist., II, str. 129).
    Gani wręcz jedną ze swoich duchowych córek, która mając trudności w lekturze Biblii, wolała czytać prostsze książki pisane "w nowoczesnej i swobodnej formie":
    "Co do waszej lektury mało co można podziwiać i nie ma czym się zbudować. Trzeba koniecznie, abyście do podobnych lektur dołączyli czytanie świętych ksiąg, tak bardzo zalecanych przez wszystkich Ojców Kościoła. Nie mogę zwolnić was z tej duchowej lektury, gdyż zbyt zależy mi na waszej świętości. Jeśli chcecie z tych lektur wyciągnąć pożytek dla was, musicie pozbyć się uprzedzenia co do stylu i formy świętych ksiąg" (Epist., II. str. 1411).
    Według Ojca Pio nic, nawet choroba, nie mogą zdyspensować od medytacji Pisma świętego.
    Tak pisał do Raffaeliny Cerase, która wraz z siostrą udała się do Savony (obie wtedy były chore):
    "Rozumiem, że pod pewnym względem można was zrozumieć, ponieważ aż do dzisiaj było to prawie niemożliwe, ale nie do końca, gdyż przy odrobinie dobrej woli można było coś zrobić (...). Teraz zaś jesteście z powrotem w domu, dlatego nie mogę pozwolić, aby wasz duch był dalej pozbawiony tego zbawczego pokarmu" (Epist., II, str. 186-187).
    Ojciec Pio wyprzedził swoją epokę. Przytoczone wyżej myśli Ojciec Pio pisał począwszy od roku 1915 kiedy nie wszyscy mieli pozwolenie, aby czytać Pismo święte.
    Aby ukazać konkretnie jak wygląda życie Grup Modlitwy, trzeba powiedzieć, że normalnie mają one cztery spotkania miesięcznie: dwa spotkania z Mszą św. i godziną adoracji, oraz inne dwa z katechezą biblijną.

Trzecie kryterium oparte jest na świadectwie, konkretnym, mocnym i świadomym, jedności z Papieżem i z własnym biskupem. Jedność ta musi się wyrażać poprzez modlitwę przeżywaną w Kościele, za Kościół i z Kościołem; poprzez przyjęcie cierpienia, które jest uczestnictwem w cierpieniach Chrystusa; poprzez przyjęcie nauczania odnośnie wiary jak i innych przepisów i wskazań duszpasterskich.
    We wstępie Statutów Grup Modlitwy, zatwierdzonych 3 maja 1986 roku przez Sekretarza Stanu J. Em. Agostino Casaroli, czytamy: "Pełne i bezwarunkowe przylgnięcie do nauki Kościoła Katolickiego, kierowanego przez Papieża i Biskupów. Posłuszeństwo Papieżowi i Biskupom, których rzecznikiem jest kapłan, dyrektor duchowny, mianowany przez biskupa. Modlitwa z Kościołem, za Kościół i w Kościele, z czynnym uczestnictwem w życiu liturgicznym i sakramentalnym, przeżywanym jako szczyt wewnętrznej jedności z Bogiem."
    W art. 7 czytamy: "Grupy Modlitwy podlegają jurysdykcji Ordynariuszy diecezjalnych według norm Prawa Kanonicznego. Członkowie Grup Modlitwy w pełnej jedności z własnym Biskupem będą iść za wskazaniami duszpasterskimi wydanymi dla danego kraju czy diecezji."
     Umocnieni tymi wskazówkami Grupy Modlitwy odnajdują swoje miejsce wewnątrz wspólnoty diecezjalnej i parafialnej, aby poprzez dialog, współpracę i służbę być dla wszystkich i ofiarować każdemu największe świadectwo - świadectwo miłości.
    Dla Grup Modlitwy jedność z Papieżem i Biskupem jest elementem pierwszorzędnym, którego brak uderza w samą istotę Grup. Zresztą wszyscy wiedzą, że Ojciec Pio chciał, aby w grupach był obecny kapłan właśnie po to, aby zagwarantować jedność między grupą i biskupem.
    Świadectwo życia Ojca Pio mówi nam jasno o konieczności synowskiej relacji do biskupa, także wtedy, gdy nie rozumiemy ewentualnych dyrektyw czy rozporządzeń
    Zacytujmy z życia Ojca Pio tylko jego całkowite i pełne posłuszeństwo rozporządzeniom przełożonych, kiedy w 1931 zastała ograniczona jego duszpasterska działalność.
    Jedno zdanie pozwala nam zrozumieć jego wewnętrzne cierpienie. Robiąc aluzję do więźniów Ojciec Pio powiedział kiedyś do ks. Giuseppe Orlando: "Błogosławieni oni! Przynajmniej po ogłoszeniu wyroku wiedzą ile dni, ile miesięcy albo ile lat muszą jeszcze pozostać w więzieniu: mogą liczyć godziny, które już minęły i te, które jeszcze zostały. A ja?"
    Ileż smutku i cierpienia! Ale pozostał posłuszny.
    Ojciec Luigi d'Avellino, który przekazywał Ojcu Pio nakaz przeniesienia się z San Giovanni Rotondo do klasztoru w Marchii, daje nam możliwość poznania szlachetnych uczuć i synowskiej miłości Ojca Pio względem całego Kościoła:
    "Pokazałem i przeczytałem obediencję nakazując mu, aby przygotował się do przejścia pod jurysdykcję Ojca Prowincjała z Marchii. Ojciec Pio pochylił głowę i ze złożonym rękami rzekł do mnie: 'Jestem do Ojca dyspozycji. Jedźmy od razu. Kiedy jestem z Przełożonym, jestem z Bogiem.' Odrzekłem na to: 'Pojechalibyście od razu ze mną? Ależ jest już bardzo późno, gdzież więc pojedziemy?' 'Nie wiem, ale pojadę z Ojcem kiedy i gdzie Ojciec chce.' Była północ. Chwilę później pisał do tego samego Przełożonego: 'Myślę, że nie trzeba Ojcu mówić jak bardzo ja, dzięki Bogu, jestem gotowy być posłuszny każdemu rozkazowi, który będzie mi zakomunikowany przez moich przełożonych. Ich głos jest dla mnie głosem Boga, któremu chcę pozostać wierny aż do śmierci i z pomocą Bożą będę posłuszny każdemu rozkazowi, jakkolwiek trudny byłby on do wykonania" (Atti del 1 convegno di studi sulla spiritualita di P. Pio, str. 142).
    Kiedy w 1933 roku Emanuele Brunatto, chcąc w trochę wątpliwy sposób bronić Ojca Pio, miał zamiar opublikować tekst, który w niekorzystnym świetle ukazałby niektóre osobistości Kościoła, Ojciec Pio, 27 marca, tak pisał do Generała Zakonu: "Jestem przybity i przerażony myśląc jakie straszliwe zamieszanie spowoduje ten nieszczęśliwiec swoją publikacją... Oby sam Bóg zainterweniował i oszczędził naszą Świętą Matkę Kościół przed tym nieszczęściem. Nic mi nie pozostaje więcej jak zwielokrotnić moją modlitwę i umartwić mego ducha" (Epist. IV, 68).
    Ojciec Pio zwrócił się do Brunatto prosząc go w liście, "przez Najświętsze imię Jezusa... o wielki dowód synowskiej miłości. Jeśli naprawdę kochasz mnie jak ojca, przestań czynić to, co, jak mi mówią, robisz dla mnie, gdyż zadajesz w ten sposób ból osobom Świętej Matki Kościoła i Zakonu kapucynów, których jest oddanym synem. Nie można kochać syna zadając ból matce" (Epist., IV, str. 747).

Czwarte kryterium zwraca uwagę na uczestnictwo w apostolacie Kościoła. Nietrudno odnaleźć w tej wskazówce wezwanie do posługi misyjnej. Ojciec Pio też był pełen tego apostolskiego napięcia do tego stopnia, że pragnął wyruszyć jako misjonarz do Indostanu, regionu w Indiach. Tak pisał do monsignora Poli, biskupa tej diecezji:
    "Ojcze, ja też gorąco prosiłem mojego dyrektora, abym został wciągnięty między waszych misjonarzy, ale, biedny ja, nie uznał mnie za godnego. I nic nie było dotąd w stanie obdarzyć mnie tą łaską. Czy powinienem pozostać przy moich zajęciach? Proszę, abyście przedstawili tę sprawę Jezusowi, i powiedzcie mu, że jeżeli chce mnie mieć między misjonarzami, zmieni wolę ludzi" (Epistolario, IV, str. 40).
    My też nie otrzymaliśmy tej łaski, ale możemy być misjonarzami w naszym środowisku poprzez katechezę w parafii, opiekę nad grupami w dzielnicach odległych od parafii, zaangażowanie w pracę w młodzieżą.
    Adhortacja apostolska Ojca Świętego Pawła VI "Evangelii Nuntiandi" stwierdza, że ludzie świeccy, poprzez im właściwe powołanie do życia pośród świata, mają możliwość zrealizowania powołania do bycia misjonarzami nie tyle poprzez słowa, co poprzez konkretne czyny.
    "Polem właściwym dla ich ewangelizacyjnej aktywności jest szeroka i bardzo złożona dziedzina polityki, życia społecznego i gospodarki; dalej, dziedzina kultury, nauki i sztuki, stosunków międzynarodowych, środków przekazu społecznego; do tego dochodzą niektóre dziedziny szczególnie otwarte na ewangelizację, jak miłość, rodzina, wychowanie dzieci i młodzieży, praca zawodowa, cierpienie" (EN 70).
    Papież Jan Paweł II zachęcał Grupy Modlitwy: "Niech wasze spotkania modlitewne będą zawsze okazją do pogłębionej katechezy i zachętą do radosnego świadectwa wiary w codziennym życiu" (30 kwiecień 1988). Stąd spotkania Grup muszą stać się szkołą formacji dorosłych chrześcijan w celu jeszcze większego uświadomienia sobie własnego powołania oraz misji w Kościele i w świecie.

Piąte kryterium zaleca czynną obecność w życiu społecznym. Zgodnie z tym, co czytamy w adhortacji "Christifideles laici" i jak stwierdza to wstęp do Statutów, to znaczy, że Grupy modlitwy powinny wcielać w życie "czynną miłość, aby nieść ulgę cierpiącym i potrzebującym, co jest praktycznym urzeczywistnieniem miłości względem Boga", jest konieczne, aby każdy członek wziął na siebie odpowiedzialność w budowaniu świata bardziej braterskiego i bardziej sprawiedliwego".
    Wspomnieliśmy już wyżej o tym jak Ojciec Pio sugerował wprowadzenie w życie miłości do Boga poprzez modlitwę: medytację, kontemplację, komunię duchową, życie eucharystyczne, różaniec, itd. Tutaj chcemy krótko wspomnieć o miłości względem drugiego człowieka.
    Ojciec Pio nie był nadczłowiekiem. Miał swoje słabości, ale to co trzeba podkreślić, to fakt, że bardzo leżało mu na sercu stworzenie wokół siebie atmosferę braterskiej radości i pogody.
    Jeśli weźmiemy pod uwagę zewnętrzną działalność Ojca Pio, to musimy stwierdzić, że był on osobą niezwykle otwartą na ludzi. Przyczynił się dla dobra i rozwoju nie tylko okolicy, w której żył, ale wszystkim, bliskim i dalekim, znajomym i nieznajomym, dał możliwość poczucia się braćmi.
    Budowa Domu Ulgi w Cierpieniu, przedszkoli, stworzenie szkoły zawodowej celem wyjścia naprzeciw problemom bezrobotnej młodzieży, są owocem pełnej miłości intuicji zrealizowanej poprzez czynne zaangażowanie Grup modlitwy.
    Idąc za wskazówkami Ojca Pio Grupy Modlitwy muszą zwrócić szczególną uwagę na pracę charytatywną i w świetle różnych dokumentów Magisterium powinny zatrzymać się nad problemem własnej formacji do życia i działania w społeczeństwie, aby stać się zdolne dać innym formację chrześcijańską i ludzką.
    Chcemy tutaj podać kilka możliwych pól działania, które oczywiście powinny być przystosowane do warunków miejsca i czasu. Możliwości i potrzeby są bardzo rozległe. Dotyczą wszystkich ludzi, począwszy od naszego sąsiada, a skończywszy na mieszkańcach najbardziej odległych zakątków świata. Obejmują też każdą formę ubóstwa:
- ekonomiczną - brak lub niewystarczająca ilość środków do godnego życia: praca, mieszkanie, niskie zarobki, bezrobocie...
- socjologiczną - dotyczy osób odrzuconych lub pozostających na marginesie społeczeństwa: imigranci, uciekinierzy, Cyganie, rodziny w bardzo trudnej sytuacji, osoby po wyjściu z więzienia, młodzi wchodzący w konflikt z prawem, niepełnosprawni, chorzy zwolnieni ze szpitali psychiatrycznych, kobiety dyskryminowane w pracy lub społeczeństwie.
- fizyczną - różne rodzaje chorób: starość, choroby nieuleczalne, AIDS, umierający bez opieki...
- moralno-duchową - sytuacje, które są źródłem cierpienia dla siebie oraz innych: narkotyki, alkohol, prostytucja, niewola różnych namiętności, rozbite rodziny, niepełnoletnie matki (cfr ETC, 47).
    W swoich działaniach grupy muszą mieć na uwadze że, jak uczy Magisterium, nie mogą podjąć żadnej inicjatywy bez aprobaty, albo poza planem pastoralnym Kościoła lokalnego.

DODATEK

Spotkania Grupy Modlitwy
    Śledząc duchowość Ojca Pio, który pragnął, aby Grupy Modlitwy były "reflektorami światła" oraz chcąc pogłębić rozwój duchowy oparty na Mszy świętej i godzinie adoracji, musi się znaleźć miejsce na katechezę, jak zresztą zachęca do tego Papież Jan Paweł II i Biskupi.
    Przez katechezę rozumie się kształtowanie zarówno sumienia tak, aby szanowało ono godność ludzkiej osoby jak i kultury religijno-moralnej, która uwolniłaby człowieka od rozpowszechnionej obojętności religijnej: "Ludzie współcześni ... często nie dostrzegają, a niekiedy wręcz odrzucają tę głęboką więź z Bogiem" (GS 19).
    Dzisiaj ziarno Bożego Słowa pada na grunt sekularyzmu, który opiera się na pewnej autonomii ludzkiego rozumu, tak jakby wszystko tłumaczyłoby się "samo z siebie, bez potrzeby odniesienia do Boga" (EN 55).
    Podobnie szerzenie się sekt i ruchów religijnych jest rzeczywistością, wobec której Kościół nie może pozostać obojętny, ale musi na nią odpowiedzieć poprzez skuteczną i pogłębioną katechezę.
    W tym względzie świadectwo Ojca Pio może być pomocą zarówno dla Kierowników Duchowych jak i członków Grup Modlitwy, którzy bardziej od innych wiernych wezwani są do formacji katechetycznej.
    Idąc śladami Jezusa, który głosił nowinę o zbawieniu własnym życiem, który mówił do tłumów, ale głównie do małej grupy uczniów, Ojciec Pio również katechizuje poprzez świadectwo swojego życia, mówi do ludzi poprzez kierownictwo duchowe, korespondencję oraz konferencje wygłaszane co tydzień do małej grupy tercjarek franciszkańskich.
    Dla Ojca Pio katechizowanie polegało na tym, aby "wprowadzić kogoś nie tylko w kontakt, ale również w zażyłość i bliskość z Jezusem Chrystusem" (CT 5).
     W adhortacja apostolska Catechesi Tradendae czytamy: "Katecheza powinna zawsze czerpać ze źródła życia słowa Bożego, przekazanego w tradycji oraz w Piśmie świętym" (CT 27).
    Konferencja Episkopatu Włoch w swoim dokumencie "Niech słowo Boże się rozszerza i niech będzie uwielbione" stwierdza, że z jednej strony Biblia jest we Włoszech jedną z najbardziej rozpowszechnionych, a z drugiej strony jedną z najmniej czytanych książek. Czytamy takie stwierdzenie: "Za mało się jeszcze zachęca i pomaga wiernym, aby czytali Biblię jako słowo Boże" (nr 10).
    Często wierni pokazują "pełną szacunku bojaźń" względem Pisma świętego i nie są w stanie ani go czytać, ani rozważać. A przecież jest ono najlepszą drogą do Chrystusa. Hugon od św. Wiktora tak napisał: "Całe Pismo święte stanowi jedna księga, a tą księgą jest Chrystus, ponieważ całe Pismo mówi o Chrystusie i w Nim znajduje swoją pełnię".
    Ojcu Pio nie są obce te treści. Istnieje wiele zdań skierowanych do jego duchowych dzieci, w których zachęca do pilnej medytacji Słowa Bożego. Jeśli jeszcze uświadomimy sobie, że Ojciec Pio pisze to przed Soborem Watykańskim II, tzn. od 1914 r., kiedy to Biblia była dobrze zapieczętowana i strzeżona przez ludzi Kościoła, musimy stwierdzić, że wyprzedził on czasy.
    Ojciec Pio trzyma się fundamentalnej zasady, że lektura Pisma świętego ma przyczynić się do wzrostu duchowego człowieka i przypomina, że nie jest ono traktatem naukowym. Nie uczy jak jest zorganizowane niebo, ale jak się idzie do nieba. Nie jest podręcznikiem historii, ale historią zbawienia człowieka dokonaną przez Boga.
    Jego główną troską nie jest studium egzegetyczne dla erudytów, ale chęć ofiarowania ludziom wskazówek moralnych i ascetycznych: "Mam na uwadze najlepszą interpretację i osąd Kościoła, w którym pragnę żyć i umrzeć" (Epist., II, str. 340).
    Ojciec Pio jest więc wierny nauczaniu Kościoła czytając, medytując i polecając innym czytanie Pisma świętego: "Nie uważajcie mnie za zbyt wymagającego jeśli poproszę was jeszcze, abyście wyciągnęli ręce po wielki skarb czytając, na ile to tylko możliwe, święte księgi (= Pismo święte). Potrzebujemy tej duchowej strawy jak powietrza do oddychania. Czytajcie, czytajcie dużo; i niech do czytania dołączy się wasza żarliwa i pokorna modlitwa" (Epist., II, str. 433).
    W katechezie Ojca Pio odnajdujemy nauczanie chrystocentryczne: Jezus ukrzyżowany jako wzór w cierpieniu i w bólu, a Jezus eucharystyczny jako chleb życia. Był on prawdziwym apostołem częstej, a nawet codziennej komunii duchowej oraz uczestnictwa we Mszy świętej.
    Czytając jego listy możemy wywnioskować czego uczył, aby człowiek mógł zachować swoją duszę czystą od grzechów oraz aby mógł postąpić na drodze świętości: chrzest i inne sakramenty, modlitwa, rachunek sumienia, modlitwa myślna, czytanie duchowe, synowska miłość do Matki Bożej w naśladowaniu jej cnoty.
    Jak już mówiliśmy wcześniej, Ojciec Pio co tydzień spotykał się w klasztorze z małą grupą. Posługując się w czasie tych spotkań książką Dyrektorium ascetyczne G. Battisty Scaramellego, S.J. poruszał następujące tematy: cnoty teologalne (wiara, nadzieja, miłość); zgadzanie się z wolą Bożą jako wyraz miłości; miłość bliźniego. Mówił też o innych cnotach: roztropność, sprawiedliwość, męstwo, wstrzemięźliwość, pobożność, posłuszeństwo, czystość, itd.
    Doświadczenie Ojca Pio, który co tydzień organizował spotkania dla swoich duchowych córek, jest wskazówką dla wszystkich Grup Modlitwy, aby i one przeszły formację duchową, tak jak mówi o tym dokument "Catechesi Tradendae": "Nauczanie, które powinno dotykać istoty, nie mając ambicji, aby poruszyć wszystkie kwestie, ani nie zamieniając się w dywagacje teologiczne czy też naukową egzegezę" (21).
    Dobrze by było, gdyby uczestnicy co miesięcznej Mszy św. i godziny adoracji brali udział także w katechezach biblijnych. Tworzy się w ten sposób cykl czterech spotkań modlitewnych na miesiąc. Pomoce przygotowywane na te spotkania nie mają formy ciężkich i suchych konferencji, ale są katechezami, które same w sobie prowadzą do modlitwy.
    Przyjęta metoda ma na celu ukształtowanie ducha modlitwy, którą moglibyśmy nazwać klasyczną, oraz modlitwy, który zakorzeniona jest w konkretnej rzeczywistości życia i podchodzi do różnych sytuacji w świetle Bożego Słowa i nauczania Kościoła.
    Spotkania odbywają się nawet przy małej ilości uczestników, gdyż jak mówił Jezus: "Gdzie dwaj lub trzej są zgromadzeni w imię moje, tam ja jestem pośród nich" (Mt 18,20).
    Na podstawie tego, co było powiedziane wcześniej chcemy podać kilka sugestii dotyczących formacji, która była coraz bardziej zgodna z nauką Kościoła i duchowością Ojca Pio.

1. Cztery spotkania miesięczne

    Proponujemy, aby co miesiąc odbywały się cztery spotkania. Dwa z nich to celebracja Mszy św. i godzina adoracji. Dobrze, aby uczestniczyły w nich wszystkie duchowe dzieci Ojca Pio. Pozostałe dwa spotkania, w odstępie dwóch tygodni, przeznaczone są dla tych, którzy poprzez katechezę biblijna pragną pogłębić swoją duchowość. Jest czymś pożądanym, aby wszyscy odczuwali takie pragnienie.

2. Schemat do refleksji

Schemat ten, wysyłany jako dodatek do czasopisma "La Casa Sollievo della Sofferenza", ma pomóc w refleksji zarówno osobistej w domu w przeddzień spotkania jak i podczas samego spotkania.
    Powyższy schemat do refleksji nie jest wykładem doktryny wiary, ale impulsem i pomocą do szukania jej czy to w Biblii czy też w różnych tekstach, których jest dodatkiem. Schemat do refleksji zakłada osobiste zaangażowanie, gdyż jest ono bardziej owocne i dogłębne.
    Punkty, na których opiera się refleksja, mają być jedynie pomocą w zetknięciu się ze Słowem Bożym i rzeczywistością codziennego życia, ukazanego w informacjach prasowych, telewizji czy też wydarzeniach najbliższego środowiska... Takie właśnie konkretne wydarzenie zostaje skonfrontowane z tekstem biblijnym. Wspomniany wyżej dokument Konferencji Episkopatu Włoch nt. Słowa Bożego stwierdza, że  Duch, poprzez Pismo święte, pomaga nam zrozumieć znaczenie problemów współczesnego świata "dając nam zdolność czytania Biblii w życiu i życia w Biblii" (nr 18).
    Nie należy więc błędnie sądzić, że  nie było dobrego spotkania, jeżeli nie odpowiedziało się na wszystkie pytania zawarte w schemacie. Najważniejsze jest, aby pojedyncza osoba i cała grupa stanęła wobec Bożego Słowa. A wtedy można nawet odpowiedzieć tylko na jedno pytanie, a spotkanie i tak należy uważać za udane.

3. Proklamacja Słowa

    Każdy schemat do refleksji zawiera kilka fragmentów biblijnych odnoszących się do poruszanego tematu. Trzeba, aby w przed spotkaniem, w domu, każdy je przeczytał i przemedytował. Następnie należy każdego dnia zaznaczyć w zeszycie ten werset, który najbardziej dotyka naszego serca i umysłu, a wreszcie nauczyć się go na pamięć powtarzając jako akt strzelisty w ciągu dnia. Taka właśnie metoda była i jest znana u ludów Wschodu i u Żydów, a więc na pewno stosował ją Jezus, Maryja, Apostołowie...
    Cytaty z Pisma święto podane w schemacie należy odczytywać w kontekście całego fragmentu biblijnego. Podczas spotkania każdy może wypowiedzieć wybrany przez niego werset oddając w ten sposób cześć Trójcy Przenajświętszej i budując innych obecnych.
    Zapamiętywanie fragmentów z Biblii pozwala lepiej ją poznać, a w konsekwencji pomaga coraz bardziej żyć zgodnie z nauką, która z niej wypływa.
    Stanięcie wobec danego fragmentu z Pisma świętego oparte jest na trzech pytaniach:
- Jakie jest znaczenie tego fragmentu w kontekście historycznym i w zamyśle autora?
- Co ten fragment mówi do mnie osobiście dzisiaj?
- Co wspólnego ma z życiem Grupy, rodziny, społeczeństwa?
    Aby ukazać godność Bożego Słowa, należy umieść Pismo święte w odpowiednim miejscu, z zapaloną świecą, która jest symbolem Chrystusa, Żyjącego, obecnego wśród nas.

4. Uwielbianie Boga hymnami i pieśniami

    Przeprowadzać katechezę modląc się i modlić się śpiewając. W spotkaniach formacyjnych należy pamiętać o roli śpiewu. Na każde spotkanie należy wybrać pieśni związane z tematem. Dlatego dobrze by było, gdyby każda Grupa posiadała osobę odpowiedzialną za ten aspekt.

5. Rola Animatora

    Podczas katechezy Dyrektor duchowy przedstawia temat spotkania i na koniec wyciąga odpowiednie wnioski, natomiast Animator prowadzi spotkanie. W ten sposób świeccy są zaangażowani i formują się.
    Animator katechezy biblijnej nie jest katechistą w ścisłym znaczeniu, ale raczej koordynatorem, gdyż w refleksji biorą udział wszyscy obecni.
    Zadania Animatora:
- stworzyć rodzinną atmosferę,
- zachęcić wszystkich do czynnego udziału,
- czuwać, aby wypowiedzi nie były zbyt długie i żeby jedna osoba nie zdominowała spotkania,
- wykorzystać, w zależności od potrzeb Grupy i w porozumieniu z Dyrektorem duchowym, schemat do refleksji.
    Należy dążyć do tego, aby rolę Animatora nie pełniła ciągle ta sama osoba, np. odpowiedzialny za grupę, ale po kolei różni członkowie grupy.

6. Miejsce i czas spotkań katechetycznych

    W porozumieniu z proboszczem i Dyrektorem duchowym, spotkania katechezy biblijnej nie muszą się odbywać przy kościele parafialnym, aby w ten sposób oddziaływać na środowiska znajdujące się na marginesie życia Kościoła. Jeżeli chcemy przeprowadzić dobre spotkanie, to należy dbać, aby nie trwało ono zbyt długo (nie powinno przekraczać półtorej godziny).

                       
                                
Bibliografia:
- Padre Pio da Pietrelcina, Epistolario, I, pod redakcją Malchiorre da Pabladura i Alessandro da Ripabattoni, San Giovanni Rotondo, 1981
- Padre Pio da Pietrelcina, Epistolario, II, pod redakcją Malchiorre da Pabladura i Alessandro da Ripabattoni, San Giovanni Rotondo, 1981
- Padre Pio da Pietrelcina, Epistolario, III, pod redakcją Malchiorre da Pabladura i Alessandro da Ripabattoni, San Giovanni Rotondo, 1981
- Atti del 1 Convegno di Studio sulla spiritualitá di Padre Pio, pod redakcją O. Gerardo Di Flumeri, San Giovanni Rotondo, 1973
- P. Agostino da S. Marco, Diario, pod redakcją O. Gerardo Di Flumeri, San Giovanni Rotondo, 1975
- Padre Pio da Pietrelcina, Testimonianze, pod redakcją O. Vincenzo da Casacalenda, San Giovanni Rotondo, 1970