"Jezus zaczął głosić". Słowo Boże w życiu Chrystusa


br. Raniero Cantalamessa OFMCap

1. Głoszenie w życiu Jezusa

Po opowiadaniu o chrzcie Jezusa, ewangelista Marek kontynuuje swoją opowieść, mówiąc: "Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię"" (Mk 1, 14). Mateusz ze swej strony pisze: "Odtąd Jezus począł nauczać i mówić: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie"" (Mt 4, 17). Tymi słowami rozpoczyna się "Ewangelia", rozumiana jako Dobra Nowina "Jezusa", tzn. głoszona przez Jezusa i w której Jezus jest podmiotem, różna od Dobrej Nowiny "o Jezusie" w późniejszym przepowiadaniu apostolskim, w którym Jezus jest przedmiotem.

Chodzi o wydarzenie, które zajmuje bardzo precyzyjne miejsce w czasie i w przestrzeni: dokonuje się ono "w Galilei, po tym, jak Jan został aresztowany". Słowo użyte przez Ewangelistów "zaczął głosić", podkreśla, że chodzi "o początek", o coś nowego, nie tylko w życiu Jezusa, ale w samej historii zbawienia. List do Hebrajczyków tak wyraża tą nowość: "Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna" (Hbr 1, 1-2). Rozpoczyna się szczególny czas zbawienia, nowy kairos, który obejmuje okres około dwóch i pół roku (od jesieni 27 r. do wiosny 30 r. przed Chrystusem).

Jezus przypisywał tej działalności wielką wagę; mówił, że został posłany przez Ojca i namaszczony przez Ducha Świętego właśnie w tym celu, to znaczy, aby "nieść dobrą nowinę ubogim" (Łk 4,18). Z tego powodu, podczas gdy niektórzy chcą Go zatrzymać, On pobudza apostołów, aby iść dalej i mówi im: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem" (Mk 1,38).

Głoszenie jest częścią tak zwanych "tajemnic życia Chrystusa" i jako taką chcemy się nim zająć. Przez słowo "tajemnica" rozumiemy w tym kontekście wydarzenie z życia Jezusa, które zawiera w sobie znaczenie zbawcze i jako takie jest celebrowane przez Kościół w liturgii[1]. Jeśli nie istnieje konkretne święto liturgiczne wspominające tajemnicę głoszenia Jezusa, to dlatego, że jest ono wspominane w każdej liturgii Kościoła. "Liturgia słowa" we Mszy świętej nie jest niczym innym, jak aktualizacją liturgiczną Jezusa, który głosi. Tekst Soboru Watykańskiego II mówi: "Chrystus jest obecny w swoim słowie w ten sposób, że to On mówi, kiedy w Kościele czyta się Pismo Święte"[2].

Tak jak w historii, Jezus, skończywszy głosić Królestwo Boże, udał się do Jerozolimy, aby tam ofiarować się Ojcu, tak też w liturgii, po ponownej proklamacji swojego Słowa, odnawia swoją ofiarę złożoną Ojcu w Liturgii Eucharystycznej. Kiedy na końcu prefacji mówimy "Błogosławiony który przychodzi w imię pańskie, Hosanna na wysokości", nawiązujemy dokładnie do tego momentu, kiedy Jezus wchodzi do Jerozolimy, aby tam celebrować swoją Paschę. Kończy się wówczas czas głoszenia i rozpoczyna czas męki.

Głoszenie Jezusa jest więc "tajemnicą", ponieważ zawiera nie tylko objawienie doktryny, ale wyjaśnia tajemnicę samej osoby Chrystusa; jest ono istotne zarówno do zrozumienia tego, co dokonało się wcześniej - misterium wcielenia - jak i tego, co dokonało się później - misterium paschalne. Bez słowa Jezusa te dwa wydarzenia byłyby niezrozumiałe. Jan Paweł II miał wspaniałą intuicję, że wśród "tajemnic światła", dołączonych do istniejących już tajemnic chwalebnych, bolesnych i radosnych różańca, umieścił także Głoszenie Królestwa Bożego obok Chrztu Chrystusa, Wesela w Kanie Galilejskiej, Przemienienia i Ustanowienia Eucharystii.


2. Głoszenie Chrystusa kontynuowane w Kościele

Autor Listu do Hebrajczyków pisał wiele lat po śmierci Jezusa, a więc długo po tym, jak Jezus przestał głosić; a jednak mówi, że Bóg przemówił do nas w Synu "w tych dniach ostatnich". Dni, w których żyje, postrzega więc, jako należące do "dni Jezusa". Dlatego właśnie, kiedy cytuje nieco dalej słowa psalmu: "Dziś jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych", stosuje je do chrześcijan, mówiąc: "Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co dziś się zwie" (Hbr 3,7n).

Bóg mówi zatem również dzisiaj w Kościele i mówi "w Synu". "Bóg - czytamy w Dei Verbum - który niegdyś przemówił, bezustannie rozmawia z Oblubienicą swego umiłowanego Syna, a Duch Święty, dzięki któremu żywy głos Ewangelii rozbrzmiewa w Kościele, a przez Kościół w świecie, doprowadza wierzących do całej prawdy i sprawia, że Słowo Chrystusa przebywa w nich obficie"[3].

Apokalipsa jest uroczystą inauguracją nowego sposobu mówienia o Chrystusie "według Ducha". Siedem listów do siedmiu Kościołów (Ap 2-3) rozpoczynają się autoprezentacją Zmartwychwstałego ("Tak mówi Amen, Pierwszy i Ostatni, Świadek") i kończą zachętą do słuchania "tego, co Duch mówi do Kościołów", jakby Tym, który mówi był Duch, a nie Chrystus. Nie można było powiedzieć jaśniej, że to Chrystus jest Tym, który nieustannie przemawia, ale teraz według nowego sposobu istnienia "według Ducha".

Bóg dając nam swego Syna - pisze św. Jan od Krzyża - powiedział nam wszystko naraz i nie ma już nic więcej do objawienia. Bóg stał się w pewnym sensie niemy, nie mając nic więcej do powiedzenia[4]. Ale trzeba to dobrze zrozumieć: Bóg stał się niemy w tym sensie, że nie mówi rzeczy nowych w stosunku do tego, co powiedział już w Jezusie, a nie w tym sensie, że nie mówi już w ogóle; mówi nieustannie to, co powiedział już raz w Jezusie!

Ale jak i gdzie możemy słuchać "Jego głosu"? Objawienie Boże jest już zakończone; w pewnym sensie nie ma już więcej słów Bożych. W ten sposób dochodzimy do odkrycia kolejnego podobieństwa między Słowem Bożym a Eucharystią. Eucharystia jest obecna w całej historii zbawienia: w Starym Testamencie jako figura (Baranek Paschalny, ofiara Melchizedeka, manna), w Nowym Testamencie jako wydarzenie (śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa ) i w Kościele jako sakrament (Msza święta).

Ofiara Chrystusa zakończyła się na krzyżu. W pewnym sensie więc nie ma już ofiar Chrystusa. Wiemy jednak, że ofiara ciągle istnieje, a jest nią jedyna ofiara krzyżowa, która uobecnia się i uaktualnia w ofierze eucharystycznej. Wydarzenie znajduje swoją kontynuację w sakramencie, a historia w liturgii. Podobnie dzieje się ze Słowem Chrystusa: przestało ono istnieć jako wydarzenie, ale istnieje ciągle jako sakrament.

W Biblii, słowo Boże (dabar), szczególnie u proroków, stanowi zawsze wydarzenie; jest słowem-wydarzeniem, to znaczy słowem, które tworzy sytuację, które sprawia zawsze coś nowego w historii. Ciągle powtarzające się wyrażenie: "Słowo Jahwe spoczęło na..." mogłoby zostać przetłumaczone jako: "Słowo Jahwe przyjęło konkretną formę w..." (Ezechiaszu, Aggeuszu, Zachariaszu itd. ).

Te słowa-wydarzenia przedłużają się aż do Jana Chrzciciela. U Łukasza czytamy: "W piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni" (factum est verbum Domini super Johannem) (Łk 3,1nn). Po tym wydarzeniu taka formuła znika zupełnie z Biblii, a na jej miejsce pojawia się inna; już nie "factum est verbum Domini", ale "Verbum caro factum est": "Słowo stało się ciałem" (J 1,14). Wydarzenie staje się teraz osobą! Nigdzie nie spotyka się zdania: "Słowo Boże spoczęło na Jezusie", ponieważ on sam jest Słowem. Po częściowych spełnieniach Słowa Bożego u proroków, teraz następuje urzeczywistnienie pełne i definitywne. Słowo Boże stało się imieniem własnym osoby: "imię Jego nazwano: Słowo Boga", czytamy w Apokalipsie (Ap 19, 13).

3. Słowo - sakrament, który się słyszy

Nie ma już słów-wydarzeń, to znaczy słów wypowiedzianych w dokładnym punkcie czasowym i przestrzennym i jako takich niepowtarzalnych; są jednak słowa-sakramenty. Słowo-sakrament to Słowo Boże "dokonane" już raz na zawsze i zebrane w Biblii, ale powracające jako "rzeczywistość aktywna" za każdym razem, kiedy proklamuje je z autorytetem Kościół i kiedy Duch Święty, który jest jego inspiratorem, rozpala je w sercu słuchającego. "Weźmie z mojego i wam objawi", mówi Jezus o Duchu Świętym (J 16,14).

Kiedy stosuje się do Słowa termin "sakrament", rozumie się go nie w sensie technicznym i ścisłym "siedmiu sakramentów", ale w sensie szerokim - tak jak mówi się o Chrystusie jako o "pierwotnym sakramencie Ojca" albo o Kościele jako o "uniwersalnym sakramencie zbawienia"[5]. Stosując definicję, którą św. Augustyn określił sakrament - jako "Słowo, które się widzi" (verbum visibile)[6], zwykle definiuje się dla kontrastu Słowo Boże, jako "sakrament, który się słyszy" (sacramentum audibile).

W każdym sakramencie rozróżnia się znak widzialny i rzeczywistość niewidzialną, którą jest łaska. Słowo, które czytamy w Biblii samo w sobie jest zwykłym znakiem materialnym (tak jak woda w przypadku chrztu św. i chleb w przypadku Eucharystii), zbiorem martwych sylab lub, co najwyżej, słowem, jednym z wielu ze słownika ludzkiego. Kiedy jednak dochodzi do głosu wiara i światło Ducha Świętego, w tajemniczy sposób wchodzimy przez taki znak w kontakt z żywą prawdą i wolą Boga, słuchając głosu samego Chrystusa.

"Ciało Chrystusa - pisze Bossuet - nie jest bardziej realnie obecne w sakramencie, który adorujemy, niż prawda Chrystusa, która jest głoszona w Ewangelii. W tajemnicy Eucharystii postaci, które widzicie są znakami, ale to, co zawierają, jest samym ciałem Chrystusa. W Piśmie Świętym słowa, które słyszycie są znakami, ale myśl, którą wam przekazują, jest prawdą samego Syna Bożego"[7].

Sakramentalność Słowa Bożego objawia się w fakcie, że czasami działa ono jawnie poza świadomością osoby, która może być ograniczona i niedoskonała. Działa jakby samo z siebie, ex opere operato, jak mówi się w teologii. W słowach Pisma Świętego istnieje coś, co działa poza jakimkolwiek ludzkim pojmowaniem; między znakiem, a rzeczywistością, którą on sprawia, istnieje ewidentna dysproporcja, co przywodzi na myśl właśnie działanie sakramentów.

Kiedy prorok Elizeusz powiedział do Naamana Syryjczyka, który przyszedł do niego, by zostać uzdrowionym z trądu, aby zanurzył się siedem razy w Jordanie, ten odpowiedział rozgniewany: "Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym?" (2 Krl 5,12). Naaman miał rację: rzeki syryjskie były bez wątpienia lepsze i obfitsze w wodę; jednak zanurzając się w Jordanie, został uzdrowiony, a jego skóra stała się, jak skóra młodzieńca - coś, co nie wydarzyłoby się nigdy, gdyby zanurzył się w rzekach swego kraju.

Tak też jest ze słowem Bożym zawartym w Piśmie świętym. W historii ludzkości, także Kościoła, były i będą lepsze książki bardziej budujące od niektórych ksiąg Biblii (np. O naśladowaniu Chrystusa), a jednak żadna z nich nie działa tak, jak działa najbardziej skromna księga natchniona. Kiedy kapłan lub diakon kończy czytać fragment Ewangelii podczas Mszy św., Kościół zachęca, by ucałował księgę i powiedział: "Niech słowa Ewangelii zgładzą grzechy nasze" (per evangelica dicta deleantur nostra delicta). Uzdrawiająca moc Słowa Bożego jest również potwierdzona w samym Piśmie świętym: "Nie zioła ich uzdrowiły ani nie okłady - mówi się o Narodzie Wybranym na pustyni - lecz Słowo Twe Panie, co wszystko uzdrawia" (Mdr 16,12).

Potwierdza to doświadczenie. Słyszałem pewną osobę składającą świadectwo w programie telewizyjnym, w którym również ja brałem udział. Był to alkoholik, już w ostatnim stadium swojej choroby. Nie potrafił oprzeć się piciu dłużej niż dwie godziny. Jego rodzina była już na skraju desperacji. Zaproszono go z żoną na spotkanie ze Słowem Bożym, na którym ktoś przeczytał fragment Pisma świętego. Jedno zdanie przeszyło go, jak ognista strzała i poczuł, że jest uzdrowiony. Potem za każdym razem, kiedy miał pokusę picia, uciekał się do Biblii, otwierał ją w tym miejscu i dopiero przeczytawszy te słowa, które wcześniej usłyszał, czuł wracającą moc aż do tego stopnia, że w końcu został całkowicie uzdrowiony. Kiedy chciał powiedzieć, co to było za zdanie, jego głos się załamał ze wzruszenia. Było to słowo z Pieśni nad Pieśniami: "Miłość twa przedniejsza od wina" (PnP 1,2). Te proste słowa, pozornie zupełnie nieadekwatne do jego sytuacji, dokonały cudu.

O podobnym wydarzeniu możemy przeczytać w Opowieściach rosyjskiego pielgrzyma. Ale najbardziej znanym przypadkiem jest św. Augustyn. Czytając słowa św. Pawła w Liście do Rzymian (13,11n.): "Odrzućmy uczynki ciemności, żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień, nie w rozpuście i wyuzdaniu", poczuł "ogromne światło i pokój", które zabłysło w jego sercu i zrozumiał, że został uzdrowiony z niewoli ciała[8].

4. Liturgia słowa

Jest przestrzeń i moment w życiu Kościoła, w którym Jezus przemawia dzisiaj w sposób najbardziej uroczysty i pewny - jest to liturgia Słowa podczas Mszy św. Mówiłem na początku, że jest ona liturgiczną aktualizacją Jezusa, który głosi. W początkach Kościoła liturgia Słowa była oderwana od liturgii Eucharystii. "Uczniowie - jak mówią Dzieje Apostolskie - codziennie trwali jednomyślnie w świątyni". Słuchali tam lektury Biblii, recytowali Psalmy i modlitwy razem z innymi Żydami. Czynili to, co się czyni w liturgii Słowa. Potem zbierali się osobno w swoich domach na "łamanie chleba", czyli celebrację Eucharystii (por. Dz 2, 46).

Szybko jednak ta praktyka stała się niemożliwą, zarówno z powodu wrogości wobec nich władz żydowskich, jak i z tego powodu, że pisma nabrały dla nich teraz nowego znaczenia, całkowicie zorientowanego ku Chrystusowi. W ten sposób także słuchanie Pisma św. przeniosło się ze świątyni i synagogi do miejsc kultu chrześcijańskiego, stając się aktualną liturgią Słowa, która poprzedza Modlitwę Eucharystyczną. W opisie celebracji eucharystycznej św. Justyna z II wieku liturgia Słowa nie tylko stanowi jej część integralną, ale do lektury Starego Testamentu dołącza on teraz to, co nazywa "pamiętnikami apostołów", to znaczy Ewangelie i listy, w praktyce Nowy Testament.

Lektury biblijne, wysłuchane podczas liturgii, nabierają nowego i głębszego znaczenia niż wtedy, gdy są czytane w innych sytuacjach. Nie tyle mają za cel lepsze poznanie Biblii, jak wówczas, kiedy się ją czyta w domu lub na spotkaniach biblijnych, ile rozpoznanie Tego, który się czyni obecnym przy łamaniu chleba; rzucenie światła za każdym razem na szczególny aspekt misterium, które jest celebrowane. Ujawnia się to w sposób prawie programowy w wydarzeniu dwóch uczniów z Emaus: słuchając wyjaśnień Słowa, jakie czyni Jezus, serce uczniów zaczęło pałać tak, że byli zdolni rozpoznać Go potem przy łamaniu chleba.

Przykład jeden z wielu to czytania z XXIX niedzieli czasu zwykłego cyklu B. Pierwsze czytanie to fragment o cierpiącym słudze, który przyjmuje na siebie nieprawości ludu (Iz 53, 2-11). Drugie czytanie mówi o Chrystusie - Najwyższym Kapłanie, doświadczonym we wszystkim tak jak my, z wyjątkiem grzechu. Fragment Ewangelii mówi o Synu Człowieczym, który przyszedł dać swoje życie na okup za wielu. Wszystkie razem te fragmenty uwydatniają i podkreślają aspekt fundamentalny tajemnicy, która jest celebrowana w liturgii eucharystycznej.

We Mszy św. słowa i wydarzenia Biblii nie tylko są opowiadane, ale przeżywane. Pamięć staje się rzeczywistością i obecnością. To, co dokonało się "w tamtym czasie", dokonuje się też "w tym czasie"", "dzisiaj" (hodie), jak lubi wyrażać się liturgia. Nie jesteśmy w niej tylko słuchaczami słowa, ale współrozmówcami i uczestnikami. To do nas, tam obecnych, jest kierowane słowo. To my jesteśmy wezwani, aby zająć miejsce przywołanych osób.

Również w tym miejscu kilka przykładów pomoże nam lepiej to zrozumieć. W pierwszym czytaniu opowiedziany jest epizod o Bogu, który mówi do Mojżesza z krzaku gorejącego: oto my jesteśmy na Mszy św. przed prawdziwym krzakiem gorejącym. U proroka Izajasza czyta się, że otrzymuje on do ust węgiel żarzący, który go oczyszcza na misję: oto my jesteśmy tymi, którzy za chwilę mają przyjąć prawdziwy węgiel żarzący - Tego, który przyszedł rzucić ogień na ziemię- Ezechiel jest zaproszony, aby spożył zwój przepowiedni prorockich: a oto my za chwilę będziemy spożywać Tego, który jest samym Słowem, uczynionym Ciałem i Chlebem.

Sprawa staje się jeszcze bardziej jasna, kiedy ze Starego Testamentu przechodzimy do Nowego, z pierwszego czytania do Ewangelii. Kobieta, która cierpiała na krwotok jest pewna, że będzie uzdrowiona, jeśli zdoła dotknąć rąbka płaszcza Jezusa: cóż powiedzieć o nas, którzy dotykamy o wiele więcej, niż tylko Jego płaszcza? Pewnego razu słuchałem fragmentu Ewangelii o Zacheuszu; dotknęła mnie wówczas jego "aktualność". To ja byłem Zacheuszem; to do mnie były skierowane słowa: "dzisiaj chcę wejść do twojego domu". To o mnie można było powiedzieć: "oto poszedł ucztować do grzesznika!". I to do mnie, gdy otrzymałem Komunię św., Jezus mówił: "dzisiaj zbawienie stało się udziałem tego domu".

I tak z każdym pojedynczym epizodem ewangelicznym. Jakże nie identyfikować się we Mszy św. z Symeonem, który trzyma w rękach Dzieciątko Jezus? Z Tomaszem, który dotyka Jego ran? W jednym z piątków Wielkiego Postu czytana jest w Ewangelii przypowieść o przewrotnych robotnikach w winnicy (Mt 21, 33-45). "W końcu posłał do nich swojego syna mówiąc: "będą mieć szacunek do mojego syna"". Pamiętam skutek tych słów we mnie, kiedy słuchałem ich pewnego razu, raczej w rozproszeniu na Mszy św. Oto ten właśnie Syn miał za chwilę przyjść do mnie w Komunii świętej: czy byłem przygotowany, aby Go przyjąć z szacunkiem, którego oczekiwał Ojciec Niebieski?

Nie tylko wydarzenia, ale również słowa Ewangelii słuchane na Mszy św. uzyskują nowy, jeszcze głębszy sens. Pewnego dnia w lecie celebrowałem Mszę św. w małym klasztorze klauzurowym. Był czytany fragment Ewangelii z Mt 12. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie wywarły na mnie słowa Jezusa: "Oto tu i teraz jest coś więcej niż Jonasz; oto tu i teraz jest coś więcej niż Salomon". To było tak, jakbym je wysłuchał po raz pierwszy w tym momencie. Zrozumiałem, że dwa przysłówki "teraz" i "tu" oznaczały naprawdę teraz i tu, to znaczy w tym momencie i w tym miejscu, a nie tylko w czasie, w którym Jezus był na ziemi, wiele wieków temu. Od tamtego letniego dnia słowa te stały się dla mnie bardzo bliskie i drogie, w całkowicie nowy sposób. Często podczas Mszy św., kiedy przyklękam i podnoszę się po konsekracji, powtarzam w swoim sercu: "Oto tu i teraz jest coś więcej niż Salomon! Oto tu i teraz jest coś więcej niż Jonasz!".

"Wy, którzy macie zwyczaj uczestniczyć w boskich tajemnicach - mówił Orygenes do chrześcijan swojego czasu - kiedy otrzymujecie Ciało Pana, strzeżecie Go z wielką ostrożnością i szacunkiem tak, aby nawet okruszek ani cząstka nie spadła na ziemię, żeby nic nie uległo zniszczeniu z daru konsekrowanego. Jesteście przekonani, i słusznie, że byłoby winą pozwolić, by Jego cząstka upadła przez zaniedbanie. Jeśli jesteście tak bardzo ostrożni w stosunku do Jego Ciała - i dobrze, że jesteście - wiedzcie, że zaniedbanie słowa Bożego nie jest mniejszą winą od zaniedbania Jego Ciała"[9].

Pośród wielu słów Bożych, których słuchamy każdego dnia we Mszy św. lub w Liturgii Godzin, prawie zawsze jest jakieś skierowane szczególnie do nas. Ono samo może wypełnić cały nasz dzień i oświecić naszą modlitwę. Chodzi o to, aby nie pozwolić, by upadło ono w pustkę. Różne rzeźby i płaskorzeźby na starożytnym wschodzie ukazują pisarza w akcie zasłuchania się w głos pana, który mówi albo dyktuje. Widać to po jego uwadze: nogi skrzyżowane, pierś wzniesiona, oczy otwarte, uszy postawione. Jest to postawa, którą Izajasz przypisuje Słudze Jahwe: "Każdego rana pobudza me ucho, abym słuchał jak uczniowie" (Iz 50, 4). My także powinniśmy mieć taką postawę, kiedy głoszone jest Słowo Boże.

Przyjmijmy zatem, jako skierowaną do nas, zachętę, którą można przeczytać w Prologu Reguły św. Benedykta: "Otwórzmy nasze oczy na przebóstwiające światło, a nasze uszy na głos Boży, który nas codziennie napomina wołając: "Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych". I znowu: "Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów""[10].


[1] Por. św. Augustyn, Listy, 55, 1, 2.
[2] Sacrosanctum concilium, n. 7.
[3] Dei Verbum, n. 8.
[4] Por. św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, 22, 4-5.
[5] Por. Lumen gentium, n. 48.
[6] Św. Augustyn, Traktat na temat Ewangelii św. Jana, 80, 3.
[7] J.B. Bossuet, Sur la parole de Dieu, in uvres oratoires de Bossuet, III, Desclée de Brouwer, Paris 1927, 627.
[8] Św. Augustyn, Wyznania, VIII, 12.
[9] Orygenes, In Exod. hom. XIII, 3.
[10] św. Benedykt, Reguła. Prolog, n. 9-11.

Tłm. Marek Miszczyński 

www.cantalamessa.org

Kapucyński newsletter

Zostań odbiorcą naszego kapucyńskiego newslettera. Biuletyn Informacyjny Kapucynów - BIK. Zapisz się poniżej lub skontaktuj się z nami.

Pobierz ostatnie numery
BIK 184  BIK 185  BIK 186  BIK 187
więcej

Cytaty

Polem walki pomiędzy Bogiem a szatanem jest dusza ludzka. To w niej toczy się walka w każdym momencie życia. (św. o. Pio)

Nowość Wydawnictwa Serafin



zobacz
w księgarni:
www.e-serafin.pl

 

Seminarium żywej wiary.
Kerygmat dla każdego

Celem tego małego kompendium jest wprowadzenie czytelnika w osobiste przeżycie najważniejszych prawd wiary katolickiej. Książeczka może stanowić osobistą pomoc do codziennej, czterdziestodniowej modlitwy medytacyjnej albo materiał pomocniczy do przeprowadzenia kerygmatycznych rekolekcji ewangelizacyjnych w parafiach bądź różnych grupach przykościelnych.

 

Głos Ojca Pio

więcej w portalu:
www.glosojcapio.pl

 

Numer 86
marzec/kwiecień
2014

ŚWIĘTOŚĆ NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Osobiste zapiski
Jana Pawła II

Kilka słów o Janie XXIII

Jan Paweł II i Jan XXIII. Historia niezwykłej znajomości
 

Kapucyni piszą



zobacz
w księgarni:
www.e-serafin.pl

 

Teściowie i młodzi.
Jak to ma działać?

Teściowie i młodzi to temat ważny, nierzadko budzący ogromne emocje. Zastanawiamy się nie raz i nie dwa, jak to ma działać.
Książka, zawierająca fachowe porady poparte licznymi przykładami z życia rodzin, może pomóc i teściom, i młodym małżonkom tak ukształtować relacje, aby jakaś niespodziewana bomba nie wysadziła im rodziny.

 

Logowanie