Joseph Razinger – Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, cześć II


Ostatnia publikacja papieża Benedykta XVI – „Jezus z Nazaretu”, część druga, nie wywołała w świecie medialnym burz i komentarzy, ponieważ nie porusza kwestii etyki seksualnej ani skandalów, które w ostatnim czasie miały miejsce w Kościele. Tymczasem jest to książka, która ukazuje głęboką wiarę Piotra naszych czasów, jego spojrzenie na istotę wiary chrześcijańskiej, tego kim jest dla papieża Jezus Chrystus.

Poniżej prezentujemy wybrane fragmenty i zachęcamy do lektury.
Biuro Prasowe Kapucynów - Prowincja Krakowska

Książkę można nabyć w księgarni e-serafin


Joseph Razinger – Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, cześć II

Istota chrześcijaństwa

s. 75 - 76. W tym sensie należy też rozumieć mowę o „nowym przykazaniu", w której po epizodzie zdrady Judasza, Jezus ponownie wzywa do wzajemnego umywania sobie nóg i poleceniu temu nadaje rangę podstawowej zasady (zob. 13,34n). Na czym polega nowość tego nowego przykazania? Trzeba się bardzo uważnie temu przyjrzeć, bo tutaj przecież, koniec końców, kryje się nowość Nowego Testamentu, a więc problem „istoty chrześcijaństwa". Powiedziano, że tę nowość - czyli coś więcej niż istniejące dotychczas przykazanie miłości bliźniego - ukazują słowa „miłujcie się, jak Ja was umiłowałem", a więc miłość posunięta aż do gotowości oddania własnego życia za drugiego. Gdyby w tym właśnie zawarta była istota i całość „nowego przykazania", wtedy chrześcijaństwo należałoby rzeczywiście definiować jako swoisty skrajny wysiłek moralny. W ten sposób bywa też najczęściej interpretowane Kazanie na Górze: w przeciwstawieniu do dawnej drogi Dziesięciu Przykazań, wytyczających, można by powiedzieć, drogę przeciętnego człowieka, Kazaniem na Górze chrześcijaństwo inicjowałoby wznioślejszą drogę radykalnych postulatów, ukazującą ludzkości nowy stopień człowieczeństwa. Któż może jednak w rzeczywistości powiedzieć o sobie samym, że wzniósł się już ponad „przeciętność" drogi Dekalogu, zostawiając ją niejako za sobą, i teraz kroczy już wzniosłymi drogami, w „nowym prawie"? Nie, nowość nowego przykazania nie może polegać na wysokim poziomie osiągnięć moralnych. Istota rzeczy, także w tych właśnie słowach, nie jest wezwaniem do najwyższych osiągnięć; jest to dana nam nowa podstawa istnienia. Ta nowość może mieć źródło jedynie w darze wspólnoty z Chrystusem i życia w Nim.

Komentarz do Kazania na Górze - swój pierwszy cykl homilii po otrzymaniu święceń kapłańskich - Augustyn rozpoczął rzeczywiście od ukazania idei wyższego etosu, wznioślejszych, czystszych norm. Jednak w kolejnych ka¬zaniach punkt ciężkości coraz bardziej się przesuwał. Augustyn wielokrotnie czuje się zmuszony przyznać, że także dawne postulaty miały na celu autentyczną doskonałość. Miejsce postulatu większych wysiłków, coraz wyraźniej zajmuje u niego przygotowanie serca (zob. De serm. Dom. in monte l 19,59); „czyste serce" (Mt 5,8) staje się coraz bardziej interpretacyjnym centrum. Ponad połowa całego cyklu kazań jest zdominowania przez tę podstawową ideę oczyszczonego serca. W ten sposób zaskakująco widoczne staje się powiązanie z umywaniem nóg. Nauczyć się czynić razem z Nim to, co On uczynił, możemy tylko wtedy, gdy będziemy ciągle na nowo pozwalali, żeby sam Pan nas obmywał, nas „oczyszczał".

Istotną rzeczą jest, żeby nasze ja zostało włączone w Jego ja („już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus"). Dlatego drugim kluczowym słowem, często powracającym u Augustyna w interpretacji Kazania na Górze, jest misericordia - miłosierdzie. Musimy się zanurzyć w miłosierdziu Pana, a wtedy także nasze „serce" znajdzie właściwą drogę. „Nowe przykazanie" nie jest tylko nowym, wznioślejszym postulatem; jest ono związane z nowością Jezusa Chrystusa - z coraz głębszym w Nim zanurzeniem.

Prawdziwa skrucha

s. 80 - 81 Tego, co stało się z Judaszem nie da się już wyjaśnić psychologicznie. Znalazł się on pod panowaniem kogoś innego. Kto zrywa przyjaźń z Jezusem, kto zrzuca z ramion Jego „słodkie jarzmo", ten nie odzyskuje wolności, nie staje się wolny, lecz zostaje niewolnikiem innych mocy. Albo raczej: Fakt zdradzenia tej przyjaźni jest następstwem działania innych mocy, na które Judasz się otworzył. Jednak światło, które wychodziło od Jezusa i przeniknęło do duszy Judasza, nie zgasło całkowicie. Widoczny jest u niego pierwszy krok prowadzący do nawrócenia: „Zgrzeszyłem", mówi swym zleceniodawcom. Próbuje ocalić Jezusa i zwraca pieniądze (zob. Mt 27,3). Wszystko czyste i wielkie, co otrzymał od Jezusa, było nadal zapisane w jego duszy - nie mógł tego zapomnieć.

Jego druga tragedia - po dokonaniu zdrady - polega na niemożności uwierzenia w przebaczenie. Jego skrucha zamienia się w rozpacz. Odtąd widzi już tylko siebie samego i swoje ciemności; nie widzi już światła Jezusa, które może rozjaśnić i pokonać również ciemności. W ten sposób ukazuje nam fałszywą odmianę skruchy; skrucha, która utraciła już zdolność nadziei i widzi jedynie własne ciemności, jest destruktywna i nie jest autentyczną skruchą. Składnikiem prawdziwej skruchy jest pewność nadziei - pewność, która rodzi się z wiary w większą moc Światła, które w Jezusie stało się ciałem. Epizod z Judaszem Jan kończy w sposób dramatyczny słowami: „On więc po spożyciu kawałka [chleba] zaraz wyszedł. A była noc" (13,30). Judasz wychodzi na zewnątrz także w głębszym sensie. Wchodzi w noc, ze światła wychodzi w ciemność; znalazł się pod „panowaniem ciemności" (zob. J. 3,19; Łk 22,53).

Istota męczeństwa

s. 83 – 84 W godzinie umywania nóg, w przenikającym całą sytuację nastroju pożegnania, Piotr zadaje Mistrzowi proste pytanie: „Panie, dokąd idziesz?" i ponownie otrzymuje odpowiedź niejednoznaczną: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz" (13,36). Piotr rozumie, że Jezus mówi o swej bliskiej śmierci i chce wyrazić swą absolutną wierność Jemu - aż po oddanie życia. „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie" (13,37). Później, na Górze Oliwnej, gotów dotrzymać swego postanowienia, rzeczywiście chwyci za miecz. Będzie musiał się jednak nauczyć, że również męczeństwo nie jest heroicznym wyczynem, lecz łaską możności cierpienia dla Jezusa. Musi się rozstać z heroizmem własnych czynów i nauczyć się pokory ucznia. Jego chęć ingerowania, jego heroizm, kończą się zaparciem się. Chcąc zapewnić sobie miejsce przy ognisku na dziedzińcu arcykapłana i możliwie dokładne informacje dotyczące dalszego losu Jezusa, powie, że Go nie zna. Jego heroizm załamał się, ustępując miejsca małostkowej taktyce. Piotr musi się nauczyć oczekiwania własnej godziny, musi się nauczyć czekać i iść dalej. Musi się uczyć drogi naśladowania, żeby wtedy, gdy nadejdzie jego godzina, został poprowadzony tam, dokąd iść nie chciał (zob. J 21,18), i otrzymać łaskę męczeństwa. W obydwu rozmowach chodzi w gruncie rzeczy o to samo: nie dyktować Bogu, co ma czynić, lecz uczyć się przyjmowania Go, takim, jaki się nam ukazuje; nie wspinać się własnymi siłami na wyżyny Boga, lecz w pokornej służbie przybierać powoli kształt autentycznego obrazu Boga.

Życie wieczne

Zwrot „życie wieczne" nie oznacza -jak spontanicznie pomyślałby pewnie współczesny czytelnik - życia, które następuje dopiero po śmierci, podczas gdy życie obecne, jako przemijające, według niego nie byłoby życiem wiecznym. „Życie wieczne" jest samym życiem, życiem prawdziwym, które jest możliwe także w czasie, i którego nie narusza już następująca potem śmierć fizyczna. Dlatego istotną rzeczą jest już teraz rozpocząć to „życie", prawdziwe życie, którego nic i nikt już nie zdoła zniszczyć. Takie znaczenie „życia wiecznego" ukazuje się bardzo wyraźnie w opowiadaniu o wskrzeszeniu Łazarza: „Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki" (J l l,25n). „Ja żyję i wy żyć będziecie", mówi Jezus swym uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy (J 14,19) i w ten sposób raz jeszcze poświadcza, że ucznia Jezusa znamionuje to, że „żyje", a więc to, że - poza zwyczajnym egzystowaniem -znalazł i prowadzi życie prawdziwe, którego wszyscy szukają. Opierając się na takich tekstach, pierwsi chrześcijanie nazywali siebie po prostu „żyjącymi" (hoi zontes). Znaleźli to, czego wszyscy szukają: samo życie, życie pełne i dlatego niezniszczalne. (…) „Życie wieczne" jest więc wydarzeniem relacyjnym. Człowiek nie wziął go z siebie samego, ani dla siebie tylko. Przez relację do Tego, który sam jest życiem, także on staje się żyjącym.

Posłannictwo uczniów Jezusa

s. 114 W ten sposób filozofia opisuje w gruncie rzeczy dokładnie to, co wiara nazywa „grzechem pierworodnym". Ta postać świata musi zniknąć; musi zostać przeobrażona w świat Boga. I do tego właśnie sprowadza się posłannictwo Jezusa, w które zostali włączeni uczniowie: mają wyzwalać „świat" z wyobcowania człowieka od Boga i od siebie samego, ażeby stał się on na powrót światem Boga, i żeby człowiek, w zjednoczeniu z Bogiem, stał się na powrót sobą samym. Ceną, którą trzeba za to zapłacić, jest Krzyż, a dla świadków Chrystusa - zgoda na męczeństwo.

Kościół rodzi się z modlitwy Jezusa. Modlitwa ta nie jest jednak tylko słowem; jest ona aktem, przez który Jezus samego siebie „poświęca", czyli „składa siebie w ofierze" za życie świata. Możemy też powiedzieć odwrotnie: W modlitwie tej straszne wydarzenie Krzyża staje się „słowem", świętem pojednania Boga z człowiekiem. Rodzi się z niego Kościół, jako wspólnota tych, którzy przez pośrednictwo słowa apostołów wierzą w Chrystusa (zob. 17,20).

XXIV Kapituła Prowincji Warszawskiej


 
 
Rozpoczęcie
 Mortuologium Wybory

 >>> Więcej filmów <<<


Kapituła Kapucynów 2015

Cytaty

W używaniu środków przekazu zachowajmy umiar, dojrzały i krytyczny wybór, unikając zdecydowanie rzeczy uwłaczających wierze, życiu zakonnemu i obyczajom. (90.2)

Nowość Wydawnictwa Serafin



zobacz
w księgarni:
www.e-serafin.pl

 

Seminarium żywej wiary.
Kerygmat dla każdego

Celem tego małego kompendium jest wprowadzenie czytelnika w osobiste przeżycie najważniejszych prawd wiary katolickiej. Książeczka może stanowić osobistą pomoc do codziennej, czterdziestodniowej modlitwy medytacyjnej albo materiał pomocniczy do przeprowadzenia kerygmatycznych rekolekcji ewangelizacyjnych w parafiach bądź różnych grupach przykościelnych.

 

Głos Ojca Pio

więcej w portalu:
www.glosojcapio.pl

 

Numer 90
listopad/grudzień
2014

KOŚCIÓŁ TAK, BO CHRYSTUS TAK

Jestem w Kościele bo... Mówią: Krzysztof Ziemiec, s. Anna Bałchan, Tadeusz Chudecki

Elżbieta i Krzysztof Zanussi budują kościół

Katolikiem być to nie grzech - Adam Maniura
 

Kapucyni piszą



zobacz
w księgarnii:
www.e-serafin.pl

 

Koptowie. Staliśmy się śmieciem tego świata

Książka jest owocem dwuletniego pobytu autora w Kairze, gdzie poznał ludzi związanych z Kościołem Koptyjskim. Wprowadzili go oni w niezwykły świat chrześcijaństwa, które pomimo nieustających prześladowań i przeciwności trwa i rozwija się nad Nilem. Jego początki, jak z dumą podkreślają egipscy wyznawcy Chrystusa, sięgają czasów samej Ewangelii.

 

Logowanie